Rano do mnie dotarły, opalone i pełne wrażeń. Mieli wspaniałe wycieczki, ale o tym GDY będę mieć zdjęcia. Zdradzę Wam tylko, że dotarli nawet do Wenecji!!! Za to prawie od razu jak przyjechali zapakowałam towarzystwo do auta i pojechaliśmy do dziadków, którzy postanowili urządzić 11-ste urodziny Łucji i przy okazji zaprosić nas na obiad!
Impreza była skromna, tylko my i dziadki, więc i torcik duży nie był 🙂 Jeszcze ja zrobiłam serniczek z galaretkami, babcia miała jakieś ciasto, więc i tak zabraliśmy co nieco na wynos 🙂
Powiem Wam, że 11 lat to już dużo. Łucja zawsze była dojrzała i opiekuńcza, ale teraz to jest już w ogóle niesamowita. Zawsze się zastanawiałam kiedy przychodzi ten moment, kiedy dziecko samo robi sobie jajecznicę i to już 🙂 Tzn. panna jajecznicy nie robi, ale świetnie robi herbaty, lemoniady i kisiele. Codziennie robi sałatki owocowe dla rodzeństwa (kroi jabłka, gruszki i obiera ze skórki śliwki oraz polewa je rozpuszczonym wcześniej miodem 🙂 i pilnuje by się nie kłócili. W porównaniu do koleżanek jest drobna, ale się sobie podoba. Łatwo nawiązuje znajomości i jest lubiana. We Włoszech nad jeziorem Garda podrywał ją jakiś Niemiec (równolatek), ale wycięła swój ulubiony numer i obróciła się plecami do niego 🙂 Nic bym w Tobie, kochanie, nie zmieniała! 🙂
STO LAT moja piękna córeczko! 🙂





<><>
Pralka już mieli a przed nami trzy dni na miejscu. Jakieś lekarskie wizyty i zakupy do szkoły. Może uda nam się wyrwać jakiegoś zęba 😉
Czas bez dzieci wypełniłam dobrze. Kulturalnie i rozrywkowo SIĘ działo. Zabrakło elementu rozwojowego, nie było żadnego kursu językowego, ale by to wyrównać zaczęłam oglądać w oryginale Telefonistki (hiszpańskie: Chicas del Cable). Podmalowałam ściany, łącznie z tymi w pokojach dzieci i w łazience, pomalowałam progi do domu i na taras, oraz pociągnęłam lakierem parapety. Baa, nawet leżaki przeleciałam drewnochronem! To dobra, przedobrzyłam na dole. W dużym pokoju i w kuchni… Bo te miejsca, które pomalowałam są w INNYM kolorze Miałam ten sam kolor farby, ale widocznie ta na ścianie się utleniła? Dotleniła? I w chwili obecnej wygląda to jak stan zaraz po szpachlowaniu… Ale NIE będę się tym martwiła, chcę w tym roku wycyklinować podłogi, a potem po prostu pomaluję ściany na nowo. Na jak najbardziej zbliżony kolor, żeby było łatwiej. Ciasteczkowy się zgodził pomagać 🙂 Wrzucę Wam jeszcze lampę z pokoju Mieszka. To taka papierowa lampa, która się podarła i rozdzieliła na pół. I teraz tak: nowy klosz kosztuje tyle co lampa, więc wykombinowałam, że ponaklejam na nią taką prasowaną bibułę. Posklejałam te dwie części i dziury. Nie wygląda może idealnie, ale w ten sposób nie muszę (na razie) kupować nowej lampy 🙂

