
Jednym z największych (dziecięcych) dramatów lipca było zgubienie Dzióbka. Dzióbek to ulubiony pluszak Mieszka o ilości portretów porównywalnej tylko z Gyziem. Zaginął bez sensu jak wszystkie zabawki świata. Noszony był WSZĘDZIE i na zakupach z babcią zaginął. Chyba tam… No i niby nie było z tym problemu, jakoś tak się z tym pogodził, ale zdarzało mu się przybiegać do mnie w nocy, że on TĘSKNI za Dzióbkiem. I skąd tu wziąć taką zabawkę dołączaną wieki temu do happymealów? Z pomocą przyszedł OLX. Za 8 złotych z wysyłką mogłam wybierać z kilku Dzióbków, niektórych nawet jeszcze w foliach z maka 🙂 Nowy Dzióbek już jest, przyniesie go Zębuszka za chwiejącą się górną jedynkę 🙂 Chwiała się już przed wyjazdem do Włoch, więc pierwszej nocy w domu wyrwiemy tego zęba i Zębuszka podrzuci NAGRODĘ 🙂 Tak tylko myślę, że może jeszcze jednego na wszelki wypadek kupić? 🙂
<><>
Byłam w szkole, wzięłam formularze i w środę mogę je złożyć (przyjęcie Mieszka do zerówki), odebrałam cytologię (gut 🙂 oraz zapisałam się na kolejne badanie (jedne w każdym cyklu 😉 Zaraz będę kosić trawę, a wieczorem porywam Ciasteczkowego na Atomic Blond 🙂 On nie jest fanem fantastyki (Valerian nie przeszedł), ale i tak będzie to miła (dla mnie) odmiana po westernach i 07 zgłoś się 🙂
Dzieciaki tymczasem plażują nad jeziorem Garda:

