Za chwilę dzieciaki mi wyjeżdżają. Tzn. wyjeżdżają DALEJ jutro bardzo wcześnie rano, więc dzisiejszą noc spędzą już poza domem. I wracają za dwa tygodnie. Bardzo to jest dla mnie trudne. Niezmiennie. Jadą daleko, zdjęcia pewnie będę dostawać, a z Lilką na whatsupie sobie pogadamy. Mają audiobooki, a Łucji pożyczyłam też książki z biblioteki.
Dziś rano poszliśmy jeszcze do sklepu, przez pola i po drodze narwaliśmy sobie kwiatów do domu. Niech przynajmniej one mi tu kilka dni postoją. Co ja będę w tym czasie robić? No cóż… Cieszę się, że mam Jerzego. On wypełni mi lwią część tego czasu 🙂 Jestem też zapisana na dwa zewnętrzne treningi i chciałabym wybrać się na jakieś kino na leżakach. Mam dwie zaniedbane znajome i taka wersja wieczoru będzie dobrym punktem wyjścia. Ogródek jest ogarnięty, padły mi w tym roku róże, ale wsadziłam już coś do ziemi. Nie wiem czy się przyjmie, bo chwilę po zasadzeniu zaczęły się upały, ale zaczekam. Dziś już umyłam baseny i zabawki ogrodowe, bo pewnie jak wrócą będzie już za chłodno na nie. Mam kilka fajnych książek i zamierzam je przeczytać. Muszę złożyć wniosek o 500+ na kolejny okres i zapisać Mieszka do zerówki, bo być może pamiętacie, że zapomniałam to zrobić w terminie regulaminowym i muszę się wstrzelić w jeden dzień dodatkowych zapisów. Będę mieć też kolejne pin-upowe spotkanie. Łucja podpowiada mi jeszcze, że mam się nauczyć jeździć na wrotkach. Ok. Spróbuję 😀 Zakupy do szkoły będziemy robić jak dzieciaki wrócą, a ja pewnie tylko kupię jakąś książkę na urodziny Łucji (plecak już ma). Może polakieruję drewnochronem leżaki, żeby dotrwały do kolejnego lata?

