- Kto TO się tak tłucze?
- To jeż. Chcesz go zobaczyć? On jeszcze później niż Ty wpada.
- Tak.
- To chodź. ZOSTAW ten telefon. Zaraz Ci ucieknie i GO nie zobaczysz.
- Zdążę… A co on je?
- Ostatnio śmietankę.
🙂
Parno, duszno i nudno 🙂 Byłam w bibliotece, mam audiobooki, kidsy zapakowane, a Diabli już wziął auto, bo chce bagażnik zamontować.
<><>
Szłam ostatnio obejrzeć nowy taras- niby po sąsiedzku, ale kawałek był do przejścia… I nie wiedziałam gdzie włożyć telefon. Zaczęłam kopać w pudle z torebkami i znalazłam jakąś taką małą na ramię. Otworzyłam, a w środku… (nie, nie pieniądze 😉 stary rachunek ze sklepu! Z roku (UWAGA!!!) 2004! Z marca 2004… To było NIE tylko sprzed czasów Łucji (i dzieci), ale TEŻ sprzed czasów Diabla. I to niesamowite, lecz taki rachunek więcej wspomnień przywołuje niż zdjęcia. Kupiłam wtedy majonez kielecki, pęczek marchwi (bo tak jadałam), mleko, masło i wstążkę. Przyszedł mi nawet do głowy szalony pomysł, że człowiek powinien sobie z każdego roku jakiś paragon zostawić. Różne, z różnych sklepów 🙂 Albo usług… Ale nie, i tak utonę w tych papierzyskach…
I jeszcze fotka, z cyklu: kolejne znalezione w szafie (wiem, nie najlepiej to o mnie świadczy 😉 Wyjęłam dywaniki z pomieszczenia gospodarczego, żeby dzieciaki z tymi mokrymi nogami nie biegały mi po domu. I na jednym z nich jest odcisk ŁAPY Sziwy 😀 Ani chybi od ubiegłego lata taki leżał 😀

