Pojechały. Na wspólne kolonie. Obie dziewczyny 🙂 Kolonie są ze szkoły tańca i są caaałkiem blisko, więc skoro WŁAŚNIE zorientowałam się, że NIE dałam im strojów do pływania, to JUTRO im je DOWIOZĘ… 🙂
Mam trochę planów co będę robić przez ten czas z Mieszkiem, ale czasu wcale nie mamy wiele… Chciałam z nim pójść na kettle, bo tam gdzie chodzę, można przychodzić z dziećmi. One dostają specjalne kilogramowe ciężarki i robią to co dorośli. Aaale, akurat w tym tygodniu trener jest na wakacjach. Lecz i tak zaplanowanych atrakcji mamy dużo. Chciałam mu wyrobić paszport, bo mu się za chwilę kończy, idzie do kina z kolegą i jedziemy na wycieczkę. W piątek zabiera go Diabli, bo jedzie z nim nad morze. A w sobotę ja jadę PO dziewczyny. Bo układ jest taki, że dzieci będą odebrane przez rodziców, gdyż na zakończenie obozu odbędzie się pokaz taneczny, do którego będą się uczyć cały tydzień.
Mieszko bardzo im zazdrości tych kolonii i za rok też chce jechać. Zobaczymy 🙂

Btw. upiekłam porzeczkowego pleśniaka i jeśli jeszcze tego lata nie robiłyście to polecam. Ja zrobiłam z czerwoną porzeczką, jest kwaskowate i bardzo letnie. Ach, i zrobiłam taki patent jaki mi kiedyś babka na rynku podpowiedziała przy szarlotce: przed położeniem owoców posypałam ciasto bułką tartą, to najniższa warstwa nie rozmiękła.
