– jakiś film w tv z Hugh Grantem
Dzieci z ojcem, więc zaczynam weekend i ja. Dziś mam ślub jednej znajomej z kettli i ślub jest daleko. Aaale chętnie się przyjadę, by skończyć audiobooka, którego w poniedziałek oddaję do biblioteki. Btw. „Harry Potter” okazał się być świetny, ale druga rzecz, którą przesłuchałam razem z dzieciakami też była super. „Podróż ja jeden uśmiech” pewnie wszyscy kojarzycie z biało-czarnego filmu, ale książka też jest fajna. I jest doskonała do słuchania z dziadkami. Jak jechałam z Lutką do Rzeszowa to babcia kawałek z nami przesłuchała. Cała czas coś ją bawiło i się zaśmiewała! Akcja toczy się w latach ’60, są autostopowicze, milicja, twistowcy i cała masa barwnych postaci i sytuacji. To chyba najlepsza rzecz o „lekkiej” stronie lat ’60 do jakiej udało mi się dotrzeć.
<><>
Żegnam się dziś z moimi rolkami. Na rolkach jeździłam na studiach. Były wtedy strasznie drogie, ale wyjątkowo modne 🙂 Potem przez wiele, wiele lat stały na półce w gospodarczym, ale postanowiłam je użyć, gdy Lilka dostała rolki na Komunię. Łucja też już miała, a Mieszko mógł jeździć na wrotkach po Lilce. I będąc u dziadków ruszyliśmy. Ledwo wcisnęłam stopę, bo okazało się, że to był rozmiar 37, a ja mam teraz 39. Ale ok. Tym niemniej jednak one się ROZSYPAŁY podczas pierwszej jazdy. Pokruszyła się guma na rolkach. Przywiozłam je z powrotem by sprawdzić koszt naprawy, ale jest to nieopłacalne. To nie tylko rolki, ale też łożyska. No cóż, tego lata lata już odpuszczam, ale może (MOŻE) w przyszłym roku będę musiała sobie sprawić nowe 🙂

