A ponieważ pogoda dalej bardziej barowa niż plażowa pojechaliśmy na kolejną wycieczkę. Przepiękna i całkiem spora Starówka, bunkry, podziemia pod rynkiem i absolutnie wybitne jedzenie. Tuż koło rynku siedliśmy z dziadkami w kawiarni, zamówiliśmy jakieś takie podpłomyki z masłem i różnymi dodatkami (proziaki), gryczaki i niesamowite ciasta dla dzieciaków. PRZEMYŚL. Przemyśl PRZEMYŚL czytelniku! Bo na wakacje warto 😉 Świetny punkt IT, dostaliśmy mapy, ulotki i masę wskazówek.
Z takich ciekawostek, to pewnie wiecie, że Polska ostatnio otworzyła się bezwizowo na Ukrainę, więc do niedawna opustoszały, pamiętający czasy zaboru austro-węgierskiego, dworzec PKP był zatłoczony kolorową młodzieżą ze wschodu. Śpiewali, łazili z plecami i patrzyli zachwyceni na ten nasz wschodni kraniec jak na EUROPĘ. Jednym pomogliśmy znaleźć kantor, innym dworzec PKS, a jeszcze innym toaletę (btw. mówcie co chcecie, ale to, że szalety są płatne to bzdura). Ach, no i autentycznie podziwiali tę moją trójkę, za tą szaloną umiejętność pozowania do zdjęć 🙂



TO niżej to dworzec PKP. Niezły.

A to podziemia pod Starówką i multimedialne lustro (jak byś wyglądał w strojach z epoki):


No i bunkry. Też dużo starsze niż te ziemiach zachodnich, bo z czasów I wojny światowej. Cała trasa bunkrów obejmuje dwie podziemne obwodnice otaczające miasto. Ta większa ma 120 km, mniejsza trochę mniej, ale jak się domyślacie nie porwaliśmy się na zwiedzanie całego kompleksu. Podjechaliśmy do jednego fortu, który mieliśmy po prostu na trasie. Fort XIII „San Rideau:



I jeszcze krowa 🙂 Znaczy się byk 🙂

