Zapłacone ciałem

Ciuchowe swapy to history… Teraz najlepszą walutą jest… POT! 🙂

Niedzielę spędziłam na ćwiczeniach w fantastycznym miejscu, na niezwykłej imprezie. Nie dość, że mogłam ćwiczyć z najlepszymi, miałam nielimitowany dostęp do izotoników i mogłam wybierać z wyjątkowych zajęć, to jeszcze za odbębnione ćwiczenia gromadziło się punkty. Kalorie. I za ta kalorie na miejscu, w „H&M Sport Store” (bo to oni byli sponsorem imprezy) odbierałeś to co chcesz. Za trening „zarabiałeś” od 300 do 400 kalorii, a ceny w sklepie były od 600, czyli dwa treningi dawały Ci pierwszego fanta (mi jak zwykle potrzebna była bielizna). Można było też ćwiczyć na urządzeniach i tu za 10 minut było 100 kalorii 🙂 Bardzo fajny pomysł!

Upocona i umęczona zastanawiam się tylko dlaczego na zajęciach z twerka (na którego się zapisałam) było tylu facetów na sali! I na twerka, czyli potrząsanie pośladkami, to bym zresztą pochodziła 🙂

Na Twitterze, macie dwa gify z gif-owej maszyny na miejscu wydarzenia 🙂

I jeszcze dwie fotki zawodowców, bo wiadomo, zawsze lepsze 🙂

Taneczna sobota

Pamiętacie jak z pół roku temu postanowiłam sobie, że rezygnuję z burleski, ale za to raz na jakiś czas będę chodzić na zajęcia taneczne, albo burleskowe? Może to rok temu było… Bo taniec jest ważny! Tak jak już kiedyś mówiłam, siłownia kształuje sylwetkę, bieganie poprawia kondycję, a taniec jest dobry na GŁOWĘ. Na samoocenę, na pewność siebie i łatwość kontaktów z innymi ludźmi.

I na dziś wynalazłam sobie intensywny kurs…. TANGA! Argentyńskiego oczywiście. I oczywiście, przez przypadek, wkręciłam się na zajęcia dla zaawansowanych, gdzie ćwiczyliśmy dwa taneczne ruchy, a ja przecież NIE ZNAM podstaw!! Trochę więc był ze mną problem i prowadzący robili ze mną szybką lekcje podstaw. I podobało mi się. Idea tanga jest tak, że ma to wyglądać z zewnątrz tak, że partner Cię pragnie, a Ty go odpychasz, ale tak naprawdę to też go pragniesz 🙂 Było więc ocho i sacado, czyli takie ruchy taneczne, kiedy krzyżujesz nogi i przesuwasz się bokiem do partnera i dotykacie się zewnętrznymi udami 🙂 Wkleję Wam jutubowy filmik, gdzie to widać.

Wyszłam chwilę przed końcem zajęć, bo jechałam na taneczny występ… DZIEWCZYN! Panny zatańczył ze swoją Akademią Tańca, wyszło im wspaniale, tańczyły jaifa i cha-cha‚ę 🙂 Bardzo mi się podobało, super, że Liliana występuje, a najważniejsze, że to lubią. Mają kolejne medale i to też ekscytujące 🙂

wolny weekend w karnawale?

Panny miały dziś w szkole bal karnawałowy. Lilka- sekcję przebieraną dla klas 1-3, a Łucja disco dla klas 4-6. Mieszko balować będzie w przyszły czwartek. A ja wczoraj i przedwczoraj miałam zebrania w szkole, bo zakończyliśmy I semestr. Nowa wychowawczyni Lilki ma dość ambitny program na II semestr, będzie dużo więcej zadawane, ale w sumie to nic się nie działo ostatnio, więc może i dobrze. Łucja musi przysiąść i o jeden stopień podnieść ocenę z dowolnego przedmiotu to będzie na koniec pasek. Zgłosiłam wychowawczyni Łucji, że panny nie będzie przez miesiąc i ustaliłam z panem od pianina, że gdy nie będzie Łucji, na jej miejsce wskoczy Lilka (będzie mieć pianino 2x w tygodniu) oraz raz Mieszko (ustalimy, czy łapie instrument i czy od września może zacząć).

<>

Wianek Walentynkowy NR 2. Tym razem Lilka (poprzedni był Łucji) wraz z koleżanką. Wróciły dziś ze szkoły razem, chwilę bawiły się w chowanego, czego nie lubię, bo mi włażą do szaf, więc posadziłam do robienia wianka walentynkowego dla dziadków. Walentynkowe czerwone piórka i karnawałowe konfetti, bo w tym roku wszystko jest w tym samym momencie!



Dziś jest Dzień Pozytywnego Myślenia!

Wyobraźcie sobie, że na MOJEJ siłowni zaproponowali mi, żebym biegła z nimi w ich teamie na Runmagedonie (!!!??!!) Niesamowite 🙂 Nie biegnę, w maju mam akurat komunię, ale super akcja, że JA??? I Runmagedon?? :))

<><>

Karnawał 2000 roku spędzałam w Madrycie. Codziennie po zajęciach włóczyłam się po mieście i pewnego razu trafiłam na kosmiczną ulicę… Tam były wyłącznie salony tatuaży i piercingu (tam po raz pierwszy widziałam ludzi z kolczykami-tunelami) oraz najbardziej niezwykłe sklepy świata. I w jednym z takich sklepów kupiłam zasłonę na drzwi z piórek… Ależ mi się spodobała.! (?) Przeleżała swoje w pudle i teraz pocięłyśmy ją do wianka. Ruszamy z szykowaniem domu na Walentynki. Wianek NR 1 gotowy!

No i luty obuty

O mały włos, a uciekła by mi bardzo ważna wizyta lekarska, na którą zapisałam się jeszcze w czerwcu. Na lodówce wisiała kartka, ale przygniotły ją inne informacje i bilety na nadchodzące imprezy. Na szczęście Łucja o tym pamiętała i zapytała się mnie w poniedziałek: Mamo, a kiedy ja mam wizytę u tego MOJEGO lekarza? Chwilę patrzyłam na nią, o czym ona mówi i jaki jej lekarz, a potem mnie olśniło: Ale Łucza, Ty masz łeb! Zapomniałabym! Bo wizyta była na 1-go lutego i dotyczyła ortopedycznego problemu panny.

Już jesteśmy po i panna ma skierowanie do szpitala. Do takiego jakby rehabilitacyjnego sanatorium. W trybie pilnym, od 20 lutego (!!!). Na miesiąc. Komplikuje to ferie, bo akurat w tym czasie dzieci miały wyjechać z ojcem. Ale tak naprawdę to bardzo wygodny termin i w okresie ferii to wszyscy chcą się wcisnąć i mamy dużego farta, że akurat jedna dziewczynka ma ospę i Łucja wskoczy na jej miejsce.

Panna płacze, ale przekonuję ją, że to dobrze. Lubię jak jest jakaś akcja – zawsze mam wrażenie, że coś się w końcu dzieje i nikt nas nie ignoruje. Pośpiech jest wskazany, bo rehabilitację trzeba rozpocząć zanim panna rozpocznie dojrzewanie, bo wtedy wady się pogłębiają. Trzeba też przyspieszyć profilaktykę Liliany, bo ona może mieć podobnie.  W sumie to bardzo dobry tor. Obiecałam Łucji, że będę do niej codziennie przyjeżdżać, w kubkach termicznych będzie dostawać zupy i moje herbatki 🙂 I rodzeństwo będzie jej robić laurki 🙂