Wpadliśmy na basen trochę spóźnieni, jak to my. Potem się okazało, że wyjątkowo jesteśmy na czas, ale zanim się zorientowałam, zarządziłam nasz stały patent:
- Lilka przechodzisz pod bramkami z Mieszkiem i idziecie do damskiej przebieralni. Ja stoję w kolejce do wejścia i zaraz do Was dojdę. Przebierz go i niech ich już leci na zajęcia!
Kilka minut później w szatni znalazłam się i ja. Młodego już nie było.
- Poszedł? To my się przebieramy. Zawiązałaś mu troczki w kąpielówkach, żeby ich nie zgubił w wodzie?
- Żeby nie wypuścił pelikana?
- ??? Skąd Ty takie zwroty znasz??
😉 Obstawiam serial na kanale z bajkami 🙂
<><>
Łucza, jak to ona, nic nie je poza domem. No więc tak kombinuję jak wpadam, żebyś coś w nią wepchnąć. Obieram marchewki, dowożę świeże bułki, sałatki owocowe, a dziś dowiozłam placki ziemniaczane. Zrobiłam chwilę przed wyjściem, zapakowałam termicznie, do drugiego pojemniczka dałam posoloną śmietanę i dojechały ciepłe. Zjadła cztery, co jest chyba jej rekordem 🙂

