– zreferowała nam oprowadzająca nas po ośrodku 12-letnia koleżanka Łucji

Organizacyjnie cały czas ogarniam. Zatowarowałam pannę w zgrzewkę wody, chrupki do mleka i orzeszki. Zapomniałam zabrać z domowej lodówki jogurty, więc dowiozę jej jutro. System jest taki, że dzieci mogą mieć swoje jedzenie w kuchni i lodówkach, ale każdy ma je trzymać w opisanym plastikowym pojemniku. Poznałam już jednego z rehabilitantów Łucji i byłam na tyle urocza, że JESZCZE rozbudował jej program zajęć. Ma i zajęcia indywidualne i grupowe. I rozciąganie, i na grupy mięśni. Super. Ponad 6 godzin dziennie ćwiczeń. Potrzebny jest też biustonosz, bo przy rozciąganiu gość chce obserwować pracę kręgów na plecach i chodzi o to, żeby panna nie była goła. Widziałam te ćwiczenia, rzeczywiście dziewczynki ćwiczą w biustonoszach (jakieś tam w szufladzie są, chociaż nie wiem czy nie za małe).
<><>
A ja byłam wczoraj na zajęciach burleskowych. Jak zwykle super. Tym razem uczyłyśmy się póz pin-upowych, które można przerobić na cały ruch. Zresztą to super przydatne przy pozowaniu do zdjęć. Bardzo fajne zajęcia, świetna atmosfera, dużo śmiechu i w sumie ogromne zaskoczenie, że tak łatwo być „powabną” i figlarną 🙂 Doszła mi też kolejna marzeniowa potrzeba, czyli książka/fotoalbum o pin-upowych dziewczynach.
(ja to ten błysk flesha 🙂

