Piernikowy gród

Wiem, że na ferie jeździ się w góry i wisi nade mną (od dwóch lat!) zimowa wyprawa w Bieszczady, ale tym razem padło na Toruń. Był ten pierwszy tydzień obwarowany dość sztywnymi widełkami czasowymi i od początku zakładałam jakąś krótszą, dla odmiany miejską, atrakcję.

W Toruniu byliśmy już dwa lata temu, bardzo nam się tam podobało, lecz tegoroczną wycieczkę poszerzyłam o Bydgoszcz. W planie a) była też Kruszwica, bo to w końcu Kujawy, ale jak sobie wyobraziłam jak nas może wywiać na Mysiej Wieży to zrezygnowałam.

Toruń jest super. Obczailiśmy kolejne świetne miejscówki z jedzeniem, jest „europejskie” zaplecze IT (bezpłatne mapki i informatory), a lista „zaliczonych” atrakcji cały czas nie jest zamknięta. Odpuściliśmy planetarium, bo już było i bunkry (bo zabrakło czasu). Była powtórka Żywego Muzeum Piernika, było szukanie śladów Kopernika i było kino 🙂 Wiem, że multipleksy są wszędzie, ale tym razem trafiliśmy na doskonały układ godzinowy i zrobiliśmy coś na co miałam ochotę od dawna: ONE poszły do jednej sali na BATMANA, a ja do drugiej NIE na Batmana :D.

Toruń to ważny ośrodek akademicki i naprawdę fantastycznie są tam rozwiązane śniadania i lunche. Bary mleczne i punkty z kanapkami oraz drożdżówkami. Wstawaliśmy więc rano, ubieraliśmy i szliśmy na drożdżówkę albo kanapkę z szynką (ja). Popijaliśmy to herbatą i lecieliśmy dalej. Pogoda była piękna, czyli nie zabrakło również spacerów na brzegiem Wisły (licznie płyną kry). Btw. w Toruniu kręcili „Rejs” i cały deptak nad rzeką jest pokryty muralem z tekstami z filmu.

W Muzeum Żywego Piernika robiliśmy pierniki i każdy na swoim stanowisku miał jakąś foremkę… Wyobraźcie sobie, że na moim była foremka „z babą co leje chłopa”!!! 😀 Muzeum już znaliśmy, ale dołożyli atrakcji i warto było tam wpaść ponownie. Dzieciaki dostały dyplomy czeladników i miały mini egzamin z pierniczej wiedzy 🙂 A oprócz zajęć z pieczenia miały też zajęcia ze zdobienia pierników.

W Muzeum Torunia była cała masa interaktywnych atrakcji. Można było np. odsłuchać telegram, ale trzeba było zadzwonić z telefonu tarczowego. I okazało się, że dzieciaki nie są w stanie zrozumieć zasady wybierania numeru!!!?

No i Bydgoszcz, bo to tuż obok. Pojechaliśmy, żeby wpaść do Muzeum Mydła i Brudu, które jest świetne i absolutnie obowiązkowe – okazuje się, że jako naród byliśmy zawsze ogólnie czyści, ale tu można się dowiedzieć jak to przebiegało na przestrzeni ludzkości. Będąc w Bydgoszczy obowiązkowe jest też Papugarium (największe w Europie).

I tak teraz sobie kombinujemy jakie to miasto na kolejny taki „miejski wypad” zrobić 🙂