Bike season

Miasto rowerów to idealne miejsce do nauki jazdy rowerem. W czasach wielkiego PRL-u, dwa razy dziennie miasto zalewał potok dwukołowców. O 7rano i o 15 ulice trudno było przejść przez jezdnię. Miarowy i spokojny peleton wywierał niesamowite, choć co tu kryć przytłaczające wrażenie. Parkingi rowerowe były wielkie jak krakowskie Błonia, a stamtąd ludzka lawina wlewała się do jednej z trzech bram tętniącej fabryki.

Tu tu chyba powstały pierwsze ścieżki rowerowe w Polsce, a świadomość nadrzędności dwukołowców jest nieporównywalna z żadnym innym miejscem na świecie. Ścieżki rowerowe równoległe do ścieżek dla pieszych są w CAŁYM mieście, a w przypadku większych ulic są to osobne pasy dla jadących w jednym lub drugim kierunku.
Jeżdżą wszyscy, a pomijając liczne udogodnienia, panuje BARDZO sprzyjająca atmosfera do nauki dla dzieci. Pamiętam jak pięć lat temu jechałam z panną najstarszą, jechałam przodem i wołałam: „UWAGA! Za mną jedzie dziecko!” to zdarzało się, że ludzie zsiadali z rowerów, żeby mała użytkowniczka roweru miała wrażenie szerokości drogi i by przejeżdżała pewniej (!!!) Jak widać na fotkach niżej młody też już nieźle śmiga!

Są place manewrowe do nauki i są też bezpłatne rowery. Otworzyłam sobie konto, zainstalowałam sobie apkę na komórce (tak, nie mam już miejsca na Pakemony i zdjęcia kochanków;) i zaczęłam korzystać. I tu kolejna przyjemna sprawa: miasto na razie udostępnia rowery za darmo 😀 Bo rower z garażu od dziadków się absolutnie NIE nadaje.

plusy z bycia fit

Robiłam badania okresowe.

Stoję przy rejestracji i szukamy mojej karty… Z boku, po mojej lewej, podeszła inna babka. I mówi do tej w okienku:

  • Ja przed chwilą byłam. Jestem umówiona na 12-stą, ale chciałam to przełożyć na 14-stą.
  • Tak, tak, nie ma problemu… Jak nazwisko? Szponder?
  • Nie. Rzeźnik.

 

🙂 A badanie dobrze. Nowy ład jest taki, że w sumie to mnie nie badali, bo badania sprzed dwóch lat nagle są ważne. A chciałam i okulistę sprawdzić i krew zbadać, więc muszę to inaczej załatwić. Natomiast te babki co mi podbijały kartę zapytały się mnie, jak ogólnie się czuję i czy biorę jakieś leki. Więc powiedziałam, że dobrze i że nie biorę. Że ponad rok temu (rok i trzy miesiące) zajęłam się intensywniej fitnessem i nie sądziłam, że zmiana będzie aż tak duża. To jest tak jak jedna z tych ostatnich instruktorek powiedziała: To nie jest tak, że musisz ćwiczyć. To jest radość z tego, że możesz.

I one przytaknęły. Mało tego dodały, że jak człowiek jest młody i szczupły to sprawność jest naturalna, ale realną korzyść z bycia sprawnym czujemy dopiero od pewnego momentu. I bycie fit staje się opłacalne. Wkleję Wam obrazek, co po moim necie wczoraj latał. Obaj goście na zdjęciu są w tym samym wieku.

Ponad 200 km później…

Przygotowywałyśmy z Lutką pokój dla dzieci. Zanim rozłożyłyśmy materac trzeba było pozbierać porozwalane wszędzie zabawki. Babcia podniosła wiertło zabawkę…

  • A skąd to jest? – zapytała i nacisnęła guzik. Wiertło zaczęło się kręcić.
  • To my przywieźliśmy. To z jakiegoś zestawu ciastoliny. Zabawa w dentystę.
  • Hmmm…
  • NIE DOTYKAJ WIERTŁA! One używają tego do dłubania w nosie!

🙂 Jesteśmy u dziadków. Rano jeszcze wpadliśmy do veta z Klarensem bo sobie łapę kilka dni temu rozwalił, ale opatrzono i kot może dalej prowadzić swoje życie włóczykija. Będzie miał opiekę i lekarz przytaknęła, że jeśli NIE trzeba, kotów lepiej NIE przewozić. U dziadków zresztą już są kolejne dzikie kotki, które na razie Sziwy się boją, ale któż wie, może za kilka dni wkleję Wam zdjęcie suki, którą oblazły małe miauczące kłębki 🙂

Pierwsze

Łucja pojechała na kolonie... PIERWSZE… Na całe 10 dni! Profil kolonii: artystyczne. Mają mieć różne zajęcia, występy i wielką galę na zakończenie. Początkowo chciałam ją wysłać na plastyczne, ale potem znalazłam te artystyczne i wydaje mi się to lepsze. Na zakończenie roku w szkole wychowawczyni powiedziała, że w IV klasie panna NIE będzie miała wyróżnienia, jeśli NIE zwiększy aktywności na lekcjach. Bo ona wie, ale po co się zgłaszać… Ma dużo cech obserwatora, a trzeba ją pchać na plan pierwszy.

 

Wczoraj wieczorem Lila napisała dla niej list i Łucja miała ten list otworzyć w autokarze. List napisał też Mieszko, ale uznał, że to jednak będzie dla NIEGO :))

Ma kieszonkowe, dodatkową kasę na wycieczki fakultatywne, zasilony telefon i po drodze w weekend ma wpaść do niej Diabli. Ja z maluchami pakujemy się do auta, zabieramy psa i jedziemy jutro na kilka dni do dziadków. Łucja ma dzwonić, esemesować i stukać mi wiadomości przez Whatsup-a. Założyłam go sobie miesiąc temu i co zabawne okazało się, że obie dziewczyny już tam są. A jak odkryły, że jestem i JA, to pierwsze co usłyszałam było, że „chyba nie sądzisz, że dołączymy CIĘ do NASZYCH grup” 🙂

Bus ruszył, mi spuchnęły cycki (panna ma 10 lat, a ja cały czas reaguję, jakby miała pół roku), więc szybko wsiadłam do auta. A tam młody mnie natychmiast sprowadził na ziemię:

  • Mamo, a JAKI numer ma Pazdan?

 

Lipiec 2016

Znajomy ładnie napisał: zamachy we Francji, Brexit, populiści u władzy w wielu krajach Europy, w 70 milionowej Turcji posiadającej na swoim terenie broń atomową wojskowy przewrót, a setki milionów ludzi łapią Pokemony. Świat tak gna i w takim absurdalnym kierunku, że nie sposób nadążyć i zrozumieć.

 

Ja lewitowałam. W tym wszystkim wydało mi się jedynym słusznym.

Gravity coś tam, Fitness na hamakach, Mental Workshop, itd. Jogopodne ćwiczenia odciążąjące kręgosłup i zmniejszające napięcie. Większość czasu zajęciowego wisiałyśmy głowami w dół… Super.

Mnie widać dokładnie w tym „oku” pierwszoplanowego hamaka. Różowa koszulka z napisami. Bolały stopy 🙂 Niżej rozpuszczone włosy, różowa koszulka, po lewej:

To już nie ja, ale też tak zrobiłam 🙂

I tu znowu strzał do lustra, czyli macie mnie po prawej, w drugiej, a nawet trzeciej linii 🙂

A tu już chyba łatwo znaleźć 😉

morwiaście

Szłyśmy sobie z Lutką ulicami jednego miasteczka na Drawskim…

  • Oooo! To jest morwa! Ją można jeść! – i przyciągnęła do siebie zieloną gałąź.
  • Morwa? Dlaczego nigdy wcześniej tego nie powiedziałaś?
  • Rosły koło szkoły, zawsze na przerwie je jedliśmy.
  • Ale skąd wiedziałaś, że je można jeść?
  • Ktoś musiał nam powiedzieć.
  • ALE dlaczego przez tyle LAT nie podzieliłaś się ze mną tą wiedzą???

Nie? Przecież to podstawowa wiedza jaką powinna przekazać matka córce!

Morwa okazała się być smaczna. Miała białe, oleiste owoce i lekko mdłym smaku. Sprawdziłam, że jest również super zdrowa. Zawiera duże stężenie resweratrolu, czyli silnego przeciwutleniacza, jaki występuje również w skórce winogron. Babcia twierdzi, że oni jadali czarną morwę i rzeczywiście owoce mogą być białe, czarne albo czerwone. Resztę wakacji chodziłyśmy więc z dziewczynami objadać tę morwę, a babcia nawet postanowiła, że zasadzi ją u siebie w ogródku. Tylko, że czarną bo podobno ma wyraźniejszy smak. Jeśli traficie to musicie spróbować 🙂

Wakacyjna zajęciówka (dla dorosłych)

Jak co roku, jak co ferie, głowię się jak tu wypełnić czas bez dzieci… W planie a)chciałam nawet ambitnie znaleźć jakąś pracę dla czasownika, ale za późno się za to zabrałam i nic z tego nie wyszło… Nie mam żadnego remontu do przeprowadzenia, stołu do s-cyklinowania a porządek w biurkach już zrobiony. Diabli bierze dzieciaki pod koniec lipca i tym razem na dłużej. Babcia JUŻ wzięła towarzystwo do siebie, żebym sobie odpoczęła (nie wiem po czym), więc szaleję z ogarnianiem domu i ogródka.

Rok temu chodziłam na warsztaty salsy i w tym w roku ten akcent FIT chcę utrzymać. Udało mi się wkręcić na warsztaty NIKE i to jest naprawdę super sprawa. Zajęcia są parę razy w tygodniu, w klubach i na placach. Prowadzone są przez jakąś fitnessową sławę (ostatnio była  babka, która co na co dzień jest instruktorką w Miami :), dostajemy koszulki, opaski na włosy (wszystko z logo), a nawet bransoletki z napisem #lepszaja 😉 A, jeśli zajęcia są w klubach dostajemy też kupony na napoje do baru – biorę oczywiście bez%, bo przecież jestem autem, ale takie np. Mohito nawet bezalkoholowe ma przyjemny posmak wakacji i zbytku.

Żeby było lepiej cała atrakcja jest za darmo, więc muszę tylko pilnować by się załapać na kolejne zajęcia. Byłam już na dwóch, a jutro i w sobotę idę na kolejne już nie podpięte pod sportowego sponsora, a jakąś organizację zajmującą się Body i Mental Worshopami :0, więc sprawność jest podtrzymywana 🙂

Z plotek zdradzę Wam tylko, że pierwsze zajęcia na których byłam, odbyły się podczas szczytu NATO 😉 i biegałam po tej samej bieżni co Obama :)) No dobra, on biegał o szóstej rano, a ja o 10-tej, ale pomijając przesunięcie czasu, podeszwami stóp może się dotknęliśmy 🙂

Mam też specjalny pomysł na zajęciówkę rozwojową NIE tylko ciała, ale to zdradzę Wam później 🙂 A na razie lewy górny róg 😉

Akcja: frędzel

Dziś miałam z eM wizytę u… chirurga. Boli go ten siusiak, więc ze skierowaniem stawiliśmy się dziś u specjalnego lekarza. Babeczka obejrzała NA STOLE przerażonego gościa i zapisała maść. Jakiś taki steryd, który mamy stosować do września. Stulejki nie ma, ale napletek jest przyklejony i trzeba trochę chłopakowi w słusznej sprawie pomagać. Maść już mam, zaczynamy stosowanie, któregoś wieczora ma też wpaść Diabli to mu pokażę jak robić, bo może nie wie 🙂 A że zabiera drożdże na prawie trzy tygodnie to musi się nauczyć jak syna obsługiwać. W sumie to cieszę się, że nie jest problem na skalę „zabiegowo-operacyjną”, no ale za to chwilę to potrwa. Kontrola chwilę po rozpoczęciu roku szkolnego.

<>

Mamy natomiast rowerowy sukces. Mieszko potrafi jeździć na dwukołowym. Zziajałam się setnie, ale chłopak złapał. To pierwszy przypadek z TRÓJKI, który zaczął przygodę OD roweru biegowego. Miała go już Łucja, ale nie chciała na nim jeździć, a i Lilka wolała 4-kołowy. Natomiast młody biegał na biegowym przez kilka lat i rzeczywiście jak wsiadł DZIŚ na zwyczajny rower i złapał o co chodzi z kręceniem pedałów to pojechał. Prosto i stabilnie. POLECAM ten tok nauczania 🙂

s03 bike season #mission completed

Jestem WIELKA i MOKRA.

 

Stajnia Augiasza

Ruszyłam temat odkładany na wakacje… Porządek w biurkach i pokojach dziecięcych. Plecaki już uprane a zielone coś znalazłam u Łucji :/. Podręczniki, dzienniczki i zeszyty idą na makulaturę. Buty zmienne wywaliłam, bo je porozwalały, a wstępny przegląd dziecięcej literatury piętrzącej się w różnych kątach zrobiony. Cieszę się, że weszłam w moment, kiedy możemy się już czegoś pozbywać. Sagę o Tupciu Chrupciu, który jest dedykowany dzieciom idącym do przedszkola włożyłam do siaty, którą we wrześniu wywiozę do przedszkolnej biblioteczki. Podobnie jak Boba Budowniczego i dwie dziecięce encyklopedie, które nam się dublują. Powinnam przejrzeć poezje, bo antologii wierszy dla dzieci mam sporo, poza tym trzy tomy Brzechwy, kilka zbiorków Tuwima i jestem pewna, że zawartość się powtarza. Ale to pewnie dopiero za rok ogarnę.

Na zakupy szkolne wybieram się z pannami w połowie sierpnia, ale już w tej chwili wiem, że NIE kupujemy naklejek na zeszyty, ekierek, kredek, bloków technicznych, gumek do ścierania i ołówków. U Chińczyków zamówiłam fikuśne korektory, żelowe flamastry i kolejne… gumki.

Do siat do przekazania wrzuciłam dwa tornistry dziewczyn. Obie miały je w swojej pierwszej klasie i nie zniszczyły. Ale później chciały INNE. Stare trzymałam w szafach, bo może się przydadzą, lecz żadna nie chce już mieć słodkich kotków. Trudno, ale przynajmniej będzie więcej miejsca 🙂

Mam też wiaderko połamanych kredek, więc muszę sobie wieczorem włączyć jakiś film i będę temperować 🙂

Dziwiąc się nieprzepartej kobiecej miłości do obietnic, nieważne czy można je wypełnić czy nie.

– Homer odchodząc na wyprawę do tuneli, „Moskwa 2034”, D. Glukhovsky

Leżąc i się bycząc przeczytałam RÓWNIEŻ kilka kilogramów zaległej prasy. Linki do niektórych rzeczy będę teraz raz na jakiś czas wklejać, żeby MIEĆ. Pierwszy dotyczy zmian, które zachodzą w organizmie matki:

Nasze dzieci nigdy nie opuszczają nas na dobre. Rodzą się i żyją samodzielnym życiem, ale ich komórki zostają w nas przez długie lata, by nas chronić i leczyć. Jesteśmy CHIMERAMI. Kobiety, które urodziły/nosiły syna mają już w sobie na zawsze komórki męskie. Niesamowite!!! Ile wątków i konsekwencji to uruchamia. Czyli dokładnie tak jest jak zawsze podejrzewałam: ciąża zmienia kobietę. Wzmacnia ją i leczy. Najmłodsi mają w sobie historię całej rodziny. Pamięć o wydarzeniach przenosi się z pokolenia na pokolenie. Link.  

Sezon na trawy, więc zawaliłam sobie dom fioletowymi trawkami i trawiastymi pałkami. Ech, lato! 🙂