- Łucz, a może przełożymy te urodziny na jesień?
- Nie. Chcę zanieść do szkoły babeczki.
- Cytrynowe?
- Czekoladowe. I mini-deskorolki do ćwiczenia palców dla każdego.
- Deskorolek zostało 10 sztuk. Nie dojdą kolejne, nie ma szans.
- Trudno. Niech będą same babeczki.
- Bita śmietana i malina?
- Nie. Zielony lukier i truskawka.
- Listek mięty na górę?
- Tak. I wszystko spięte pikerem.
Więc zrobiłam wczoraj, dziś rano polałyśmy lukrem, Łucja zerwała małe listki mięty i pokroiłyśmy na plasterki truskawki. I zaniosła. Panna jest sierpniowa, ale chciała DO SZKOŁY zanieść PRZED wakacjami 🙂 Sama poszła z kubełkiem do klasy, ja poszłam na chwilę do klasy Lilki (jeszcze było przed dzwonkiem) i wracając zajrzałam. WSZYSTKIE dziewczynki stały wokół NASZEGO kubełka 🙂 Znaczy się efekt był 🙂


<><>
Jakiś błąd zrobili na siłowni w moim karnecie i jednego wejścia mi nie „zdjęli” z karty. Myślałam, że dziś miałam ostatnie przedwakacyjne zajęcia, ale w tej sytuacji jeszcze w niedzielę rano na jakiś fit podskoczę. A rano moja instruktorka była bezlitosna 😉 I jedna dziewczyna się jej zapytała:
- A co Ty masz tyle energii? Za bardzo się wyspałaś?
- Nie. Dziś przyjechałam na rowerze!
🙂
