
Nie chcę fatalizować, ale do Marsylii na mecz pojechał mój brat… (po prawej naszej)… I zawsze jak chodził na mecze swojej ulubionej, czarno-zielonej, drużyny to przegrywali… Dlatego też przestał chodzić i tylko z domu podsłuchiwał czy na trybunach krzyczą… Myślałam, że fatum minęło, a tu po pierwszej połowie, a goli NIET :))
<><>
Kolejny wianek powstał. Na bazie tego co było.

<><>
A ja tymczasem ZNOWU przegapiłam te orgie co to na NOC KUPAŁY były 😀
