Zaklinanie

Podczas kiedy cała Polska (i co tu kryć świat też) zastygł przed telewizorami, JA pojechałam motać lalkę… Motanki, to takie lalki, które robiono na Ukrainie i Białorusi. Zdarzały się też w Rosji i mam wrażenie, że jak spędzałam lato u babci na Zamojszczyźnie to też gdzieś one mi mignęły. Lalka, albo konik to taki nośnik naszych marzeń i pragnień. To coś co tworzymy bez użycia igieł i ostrych przedmiotów, coś co tworzymy myśląc o tym czego pragniemy i coś co sprawia, że to marzenie się spełnia. Motanki mają w sobie (albo mogą mieć w sobie) kwiat, ziarno, owoc, albo roślinę, która nasila tą energię.
I to było tak niesamowicie mistyczne, że jest to wszystko co mogę o tym powiedzieć. Od pierwszego etapu tworzenia, losowania woreczka z tym co będzie zawierać moja lalka, przez dobór tkanin i odczucia, wszystko wydawało mi się celowe i nieprzypadkowe.

Tym razem robiłyśmy zadanice, czyli lalki, które po wykonaniu zadania należy uwolnić. Spalić, zakopać, albo rozmotać. Można robić ziarnuszki, czyli strażniczki domu, albo rodziny i można robić lalki, które będą przechodziły z pokolenia na pokolenie. Bardzo był fajny skład na tym spotkaniu i co było dla mnie dość ważne, były dwie mamy z córkami i obie były 11-letnie. A wychodząc z domu obiecałam moim pannom, że może kiedyś, może za rok je zabiorę. I rzeczywiście Łucja będzie za rok mieć 11-ście, więc wtedy idziemy znowu! 🙂

Jak po każdej pracy twórczej byłam potem wypompowana, ale czuję, że zrobiłam coś ważnego. Było sporo młodych dziewczyn, z marzeniami podejrzewam podobnymi do moich, była jedna babka w ciąży, sporo matek martwiących się o swoje dzieci, kilka starszych pań (jedna robiła lalkę w prezencie ślubnym dla wnuczki) i te dwie jedenastolatki (wiadomo w tym wieku marzeń jest najwięcej). Super to było :)

A tak niżej wygląda Ziarnuszka. Fest charakterna baba, po brzegi wypełniona ziarnem, która pilnuje by niczego w domu nie brakowało! 🙂 Każdy jej element jest związany z życiem, zdrowiem i pomyślnością 🙂