Bardzo podobają mi się wszelkie inicjatywy popularyzujące czytelnictwo u dzieci. Jest sporo programów dla małych czytelników i to zarówno dla tych czytających, jak i tylko oglądających. Nasze (Mieszka) przedszkole też w takim projekcie (akcji) bierze udział. Są więc kąciki czytelnika, skąd dzieci mogą brać książki do domu i zostawiać tam swoje (przymierzam się do podrzucenia całej serii u Tupciu Chrupciu, z której już wyrośliśmy ;), jest dużo rozmawiania o książkach i czytania ich dzieciom. I nie chodzi nawet o to, żeby DZIECI pożerały słowa, ale żeby kontakt z papierem i książką sprawiał im przyjemność.
Dzieciaki lubią książki i jak przedszkole ogłosiło, że mają wykonać w domu ilustrację do ulubionej lektury młody sam pilnował by to zrobić. Pomogła mu Lilka, która narysowała szkice i kontury, a Mieszko pokolorował i poprzyklejał taśmy oraz naklejki. Wybrał Pana Brumma (dwie książki z serii), a ja tylko na metkownicy wystukałam tytuły książek. Praca może nie jest wybitna, ale jemu się podobała (wiem, nie widać tego po minie 😉 i jest samodzielna, a to najważniejsze! 🙂

<<<><>>>
Zajrzałam do mojej ulubionej apteki po krem pod oczy. Stoję przed gablotką i widzę, że chyba tego, który chciałam nie ma:
- Chciałam krem pod oczy. Tej firmy. Ale chyba nie ma…
Farmaceuta stanął mi plecami i mówi:
- No jest. Ten.
- Ten jest 55+
Gość rzucił się na podłogę, otworzył jakąś szufladę, wyciągnął kartonik i czerwony mówi:
- Przepraszam, to jest dla Pani. 25+. Całe opakowanie mogę dać.
- Ale ja nie chcę próbek. Do szału doprowadza mnie wyciskanie z tych małych torebeczek. Wezmę ten. 30+. Albo nawet 35+. Będzie bliżej :]
- Naprawdę przepraszam. Nie spojrzałem na te małe cyferki.
- Ale nic się nie stało. :))
