Pomimo tego, że ja nie meczowa i meczy nie oglądam, UEFA przegapić trudno. Wszędzie mijam auta z podoczepianymi flagami, na stacji benzynowej dostaję biało-czerwone naklejki, a w radiu trudno znaleźć stację, gdzie NIE mówią o typowaniu 🙂 Na wczorajszym turnieju tanecznym uczyli NAS (widownię) jak zachowywać się gdy NASI będą grali. Jak robić falę i jak wykonać MŁYNKA z rąk gdy Lewandowski strzeli 🙂 Prowadzący miał specjalną „zwycięską” piłkę, którą kopnął do góry by spadła na widownię… Całe szczęście nie we mnie, bo ja piłek łapać nie potrafię, lecz wpadło do takiej konkretnej gabarytowo babeczki, która wyciągnęła ręce i ZŁAPAŁA 🙂 Bardzo to przyjemna atmosfera! Ba, nawet memy, co to teraz chodzą są sportowe 😉


<>
A ja dziś byłam z kidsami w strefie zdrowego stylu życia. Street food, slow food, wege i surowizna oraz cała masa polskiego dizajnu. Bardzo to są przyjemne miejsca i bardzo mnie cieszy, że dzieciaki mają taką śmiałość poruszania się w takich „modnych miejscach”. Mam wrażenie, że tę bezczelność w korzystaniu z wszystkiego bez pytania to po tatusiu mają 😉 ale w sumie to jest bardzo dobra cecha. O, pufy do leżenia? Skaczemy na nie! Hamaki? Czemu nie… Otwarte drzwi? Wchodzimy! Stanowiska z przekąskami? Spróbujemy, itd. Nawet im do głowy nie przychodzi, że mogło by to być nie dla NICH. A ja tylko żałowałam, że nie wzięłam aparatu







