– Grimm, s05e21
Czytam sobie po kawałeczku to „Kocham Cię Lilith„. Równolegle gnam z przyniesionym z biblioteki Mrozem Marcina Ciszewskiego, ale jak mam ochotę chwilę pomyśleć o tym CO czytam to znów wracam na kilka stron do Lilith 🙂
Są takie fragmenty/zdania które czytam Łucji i potem to omawiamy. „Z boku każde misterium nosi znamię perwersji, szaleństwa albo głupoty, a zwykle wszystkiego naraz”. I próbujemy sobie to wyobrazić… Przyszła nam do głowy taka scenka, gdy nepalską ulicą kroczy pomarańczowy i hałaśliwy pochód mnichów. Dzwonią dzwonkami, pokrzykuję, a my stoimy z boku. Wariaci, nie? Ale jeśli wejdziemy w ten pochód i damy się ponieść, to odbierzemy go zupełnie inaczej.
Omijam te fragmenty, kiedy pisze „Jak świat światem mężczyźni nad alkoholem wywracają swoje serca na lewą stronę. Jakby winem czy wódką wypłukiwali zakrzepłe żale i marzenia. Cały ten syf. Starzy, młodzi, wszyscy”. Ale czytam gdy ktoś mówi o swojej matce, że „pochodziła z podszewki świata. Z jego lewej strony. A pochodzenie tak jak i wiarę dziedziczy się po matce”. I też to wałkujemy. 🙂 Bo przecież „wszyscy jesteśmy jak ziemia – pęknięci w środku„. 🙂
<<>>
Macie też coś luźniejszego 😉 To ilustruje podejście Klarensa do NAS 🙂

