- Co chcecie robić na Dzień Dziecka? Możemy pojechać oglądać zwierzęta, leżeć pod jakąś fontanną…? Liliana?
- To możemy robić w ogródku.
- True. Czyli jedziemy do Żelazowej Woli jak rok temu! Pięć minut do wyjścia!
Co roku na Dzień Dziecka odbywa się tam świetna impreza. Jest gra terenowa i jest cała masa pobocznych atrakcji i gadżetów. Są koncerty, wykłady i warsztaty dla dzieciaków prowadzone przez bardzo cierpliwe osoby z dużą pasją. Tematem tegorocznego DNIA DZIECKA był RYTM. Cykliczność, pory roku i świat roślin. Na poszczególnych punktach gry terenowej były zadania i pytania związane z przyrodą. Rozpoznawanie śladów zwierząt i rodzajów liści. Fotosynteza, zamarzanie i rozsiewanie się nasion. Można było zrobić gliniane popiersie Fryderyka, albo pobawić się klockami. Była strefa z leżakami i były pikniki na trawie. W tej głównej „muszli koncertowej” dzieciaki (które potrafią!) mogły coś zagrać. Na widowni siedział tłum Japończyków, który entuzjastycznie witał i doświadczonych wirtuozów i maluchy, które wskakiwały na scenę w przerwach. Była np. jedna dziewczynka w wieku Lilki, która bardzo ładnie, z młodszym bratem u boku coś tam zagrała. Namawiałam też Łucję i nawet użyłam argumentu, że jak nie ONA, to wejdę ja, a JA jak wiadomo potrafię zagrać tylko „Sto lat, sto lat” więc narobię IM wstydu, ale jej nie przekonałam… [choć teraz mówi, że za ROK zagra].
Jak maluchy budowały z klocków ja z Łucją słuchałyśmy wykładu o ogrodach prowadzonego przez dwóch architektów krajobrazu. Urocza para stworzyła niemalże tok-szołowy dialog i zaczęli od tego, że ogród to NIE trawnik i tuje wokół :))



Niżej robią te popiersia z Fryderykiem. Mają wzory i z gliny tworzą kopie. Potem te obrazki wysychały na słońcu.







