Mój cień szedł przede mną

– Radek Rak, Kocham Cię Lilith

Jechałam przedwczoraj z rodzicami autem i ojciec odpalił audiobooka. No i nie dało się tego słuchać. Podobno to nawet był bestseller, oparty na faktach autentycznych, o jakimś wielkim spisku. Ale język jaki tam był używany był prymitywny i nawet porównania były płytkie. TAK mnie to irytowało, że tacie TO powiedziałam, na co ojciec odparł, że to kwestia tłumaczenia i że historia jest dobra (wiecie ojciec z córką zawsze są podobni i tworzą taką burzliwą opozycję 😉

Z okazji Dnia Matki i skończenia (prawie, bo mam luki) pierwszej z fotoksiążek zaczęłam sobie czytać jedną z nowych książek. I znalazłam to czego mi często w literaturze brakuje 🙂 Nie wiem co będzie dalej, może akcja rozwinie się do bani, ale czyta się to dobrze. Autor bawi się słowem jak Leśmian, skacze po skojarzeniach (jak widzi ciemny prostokąt wisiorka u swojej lekarki, zapadający się dekolt, to by nie być zbyt pobudzonym, zaczyna sobie w głowie cytować, że zła się nie ulęknie 🙂 i zaraz zrobię sobie kolejną przerwę na kilka rozdziałów. Ostatnio tak się czułam na studiach czytając Bunina.

Nie wiem kim jest tytułowa Lilith, ale zanosi się na to, że to nawiązanie do pierwszej żony Adama. W naszej kulturze jej nie ma, ale byłam ostatnio w MUZEUM na oprowadzaniu po kulturze żydowskiej i tam ta postać się pojawiała. Lilith była zła. Była dominująca i mściwa. To ona mogła być wężem kuszącym jabłkiem i to przed nią należy chronić dzieci i kobiety w ciąży. Btw. w True Blood też się przecież pojawiała.