Gdzie strumyk płynie z wolna…

Na nasz plac zabaw, romantycznie położony koło cieku wodnego, zanosi się zabawki. I zostawia je tam. Takie duże i już niepotrzebne. Wielkie plastikowe auta, zabawki do piasku, jeździki, itd. Bardzo to fajne, sporo tak zostawiliśmy. Aaale, niestety z placu zabaw też się przynosi zabawki…

W ten sposób w naszym domu pojawiła się Stokrotka, czyli piąte dziecko Liliany (co to będzie jak zacznie znosić zwierzątka???). Stokrotka jest dużym niebieskim osiołkiem. Na zdjęciu nie widać jej rozmiaru, ale Lilka na niej jeździ (fotografie tego z pewnością będą). Została wykąpana, ozdobiona biżuterią, domalowano jej RZĘSY i miała mieszkać w ogródku, ale jakimś cudem nocuje w domu. Ku zgrozie Łucji, która twierdzi, że STOKROTKA w nocy OŻYWA 🙂 Czasem się przesuwa, czasem mrugnie, a czasem tylko zrzuci kocyk, który na niej leży… Musicie przyznać, że rzeczywiście ma w sobie coś demonicznego 😉

<><>

Odebrałam dziś pakiet startowy do niedzielnego biegu. Numer mam ładny, przygotowana jestem, ale jeszcze nie wiem czy pobiegnę. Bieg jest na 9-tą, a o 11-stej Łucja ma rocznicę komunii. Czyli musiałabym dobiec, wrócić do do domu (a to kawałek), przebrać ją i zdążyć do kościoła. Zanim wyjdę muszę też przygotować im jakieś śniadanie i ubrania. Zobaczę, i decyzję podejmę dopiero rano. Btw. Łucji poleciał kolejny ząb. Górna czwórka – to nasz pierwszy wyrwany ząb z KOLOROWĄ plombą 🙂