Pięć godzin super zabawy

Raz w roku staram się pójść na warsztaty kulinarne. Kiedyś chodziłam na cukiernicze, a od ubiegłego roku, wraz z kuchnią tajską, przestawiłam się na jedzenie konkretne 🙂 Tematu słodkiego nie zamykam, mam na oku zajęcia z tworzenia mini-tortów, ale na razie na DOROSŁO 😉

Tym razem była Kuchnia Japońska. Lecz nie sushi, a wywary i makarony, czyli coś co stanowi bazę kuchni wschodnich. Jak zwykle było super. Cała masa smakoszy i miłośników gotowania, którzy z pasji uczynili swój zawód, albo sposób życia. Dowiedziałam się jak obierać imbir i co sprawić, żeby w jajku na miękko żółtko było idealnie na środku (w drugiej minucie gotowania trzeba zamieszać nimi). Japończycy to perfekcjoniści i wszystko musi być doskonałe. Makaron na zimno z omletem i sosem sezamowym to połączenie wybitne. Aby nabyte umiejętności mi się utrwaliły powinnam teraz to wszystko przerobić w domu i taki mam też plan 🙂 Za rok marzy mi się kuchnia może arabska? Fot będzie więcej, ale nie wiem kiedy więc wklejam jedną, która już jest 🙂 Ta baba z odrostami pod czerwoną strzałką to ja 😀

Co Super Agent ma w swoim bagażu?

Wybuchające pudełko, śrubokręt, latarki i duszącą zapachem SKARPETĘ 🙂 I jak widać za małą marynarkę ;0

Łucja dostała się do kolejnego etapu olimpiady ortograficznej, Klarens z typową samczą potrzebą autodestrukcji wrócił do domu z poszarpanym czubkiem ucha a Lilka odmówiła w szkole wykonania tańca z parasolkami… Robi się rosół i pranie 🙂

cuda-czytanki

Rozpędza się ten marzec, święta coraz bliżej i zaczęłam myśleć o Zajączku dla dzieci. Po drodze będą urodziny Liliany, ale one w tym roku też w turach kilku i nie wiem co takiego ekstra można jej kupić, więc temat ogarnę później.

Jak wiadomo Zajączek przynosi nieduże prezenty. Panny dostaną po porcelanowym króliczku, a Mieszko jakieś minifigsy. Obu dziewczynom chwieją się zęby, czyli jakieś mniejsze bibeloty dojdą im w marcu od Zębuszki. Do gniazdek dorzucę książki, bo dawno nic nowego im nie doszło. Kolejne większe zakupy książkowe będą dopiero na Dzień Dziecka. Zamówienie już złożyłam, dojdzie pewnie w połowie przyszłego tygodnia.

  • Dla Łucji będzie Antykwariat pod Błękitnym Lustrem i Cześć Wilki. To pierwsze to początek cyklu detektywistycznego. Przygody Mai i Lassego mi się graficznie nie podobały, ale to jest ładne i chętnie będę mieć to w domu. Klimaty podobno podobne. Natomiast Cześć Wilki mówi o tym jak ważna jest wyobraźnia. To Książka Roku 2014.
  • Lilka dostanie drugą część Kubatu (pierwsza jej się podobała, to komiks) i Szkołę Kotów. O Szkole Kotów piszą, że to azjatycki Harry Potter, ale z korzyścią dla tego pierwszego. Pięknie ilustrowana i magiczna. Lila słabo czyta, więc wykombinowałam, że zamiast kupować jej komiksy i cienkie książki spróbuję ją wciągnąć w coś dużego.
  • Młody w gniazdku znajdzie dwie książki: Niezwykłe przygody latającej myszy, która jest pięknie ilustrowaną opowieścią o myszy, która chciała latać i Tappiego. Tappiego kiedyś chciałam kupić, potem zapomniałam, a teraz odkryłam go w mojej księgarni w zakładce: wyprzedaż 😉 Opowieść o Wikingach może być fajna, tym bardziej, że ostatnio ma znowu fazę na książeczki.

Ja wzięłam sobie Biegnącą z Wilkami. Posiadaną beletrystykę właściwie już przeczytałam, ale dopóki nie zmęczę „Nauczycielki” (nie podoba mi się i jak skończę to ją gdzieś podrzucę), to nic nie kupuję. A na Biegnącą miałam ochotę od dawna.

W kolażu są jeszcze dwie książki, w które wrobiłam Krzycha. Dziadek lubi kupować książeczki, a nie zawsze wie co. Pszczoły i Cuda Wianki. Obie książki są niesamowite, wielokrotnie nagradzane, Lila z Mieszkiem lubią takie rzeczy oglądać i to pewnie będzie jej prezent urodzinowy od dziadków.

BABSKI DZIEŃ :D

  • Mamo, wykąpiesz się ze mną?
  • Pewno.
  • […] Ojej, jak dużo wody się zrobiło! Zrobić Ci masaŻYK?
  • Zrób.
  • Grzały słoneczka, płynie rzeczka… Robimy sobie takie MASAŻYKI w przedszkolu, idą mrówki… Mogę z przodu?
  • NIE. Znowu się rozpędziłeś. Wychodzę.
  • Nawet kawy nie wypiłaś!

 

  • Dziewczyny! Mieszko wychodzi z wanny! Zapraszam do łazienki!
  • Dziewczyny, zrobić Wam masaż?
  • Mi zrób.
  • Dobrze Łucja. Grzały słoneczka.. Jestem TEŻ fryzjerem.

 

I w Dniu Kobiet tego Wam BABKI życzę! Żeby zawsze jakiś fryzjer i masażysta byli pod ręką!

Macie dwa super rysunki i miłego świętowania! 🙂 Ja na dziś (na 18-stą) mam zaplanowanego dentystę (JĄ) i tak się śmiałyśmy, że 8-go marca najważniejszy jest dobry plan na wieczór. 🙂

Przepis na paznokcie

Jednym z tych szalonych wiosennych pomysłów jaki mnie w tym roku ogarnął było wypranie pokrowca od materaca. Dziecinne piorę raz w roku, jakoś w lecie, ale z mojego łóżka materaca nie ruszałam. Zamarzyło mi się w ubiegłym roku, że go wymienię. Nawet nie chodzi o to, że ma 14 lat, wylewały się na niego herbaty, płodzone na nim były dzieci, które potem regularnie go zasikiwały, ale wydawało mi się to słuszne emocjonalnie. Aale, nie leży mi taki zakup po drodze, decyzja się odwlekała, a spontanicznie w ubiegłym tygodniu postanowiłam go wyprać. Czerwona lampka zapaliła mi się od razu. Skoro pokrowiec tak trudno się go ściąga, co dopiero będzie przy nakładaniu?

Ale było jeszcze gorzej 🙂 Zajęło mi to PEŁNE dwie godziny niedzieli. W trakcie walki ze sztywnym materiałem myślałam o tym, że Wam napiszę, iż ma rację Sindey Pollack śpiewając: ….Nic nie trwa wiecznie… i po 10 latach należy materac po prostu wymienić. Ale jak w KOŃCU go nałożyłam zmieniłam zdanie. Poziom świeżości jest niesamowity. Zmiana pościeli jest powierzchowna, a w ten sposób cały ten kurz wybiłam. Więc zróbcie TO. Połamiecie sobie wszystkie paznokcie przy naciąganiu pokrowca na gąbkę, znienawidzicie mnie, ale warto 🙂

A skoro zrobiłam A, trzeba było też zrobić Be, czyli posprzątać POD łóżkiem. Kurzowe kociska, książki, samochodziki, schowana przez dzieci paczka żelków (zanim wywaliłam urządziłam im wykład, że chowanie słodyczy po pokojach jest BE ;), pudełko po wibratorze, zrobiona do połowy filcowa torebka Łucji, papierki po cukierkach, zasmarkane chusteczki i kilka pojedynczych kapci (te drugie ich części chyba nawet powywalałam)…

Lecz za to  teraz jak wchodzę do sypialni to jest cudownie :))

<><>

Podsłuchuję dziewczyny. Lilka przesuwając jakąś figurkę mówi jej głosem:

  • Wiesz, moja przyjaciółka miała z tym problem.
  • Ojej! To straszne! Jak sobie z tym poradziła??
  • Przyzwyczaiła się…

Nie wytrzymałam i zapytałam:

  • A jaki problem miała ta przyjaciółka?
  • Ł:MAMO!!!! TO nasza zabawa!
  • Wiem, ale jestem ciekawa.
  • L: Ona miała jednorożca.

🙂

2,9 km/19 min, średnia 8,8

  • Taka zimna ta wiosna, nie mam jak się za to bieganie zabrać…
  • Odpuść sobie to bieganie w tym roku Justysiu.

I w sumie to ma rację Lutka. Tyle, mam tych fitnessów, że nie ma co się tak forsować. Niemniej jednak bieg mam już jeden zaplanowany i muszę się do niego przygotować 🙂 Chcę więc biegać raz-dwa razy w tygodniu. Jeden bieg w weekend, a drugi jak się trochę suszej zrobi koło czwartku.

Dziś obudziłam się o siódmej i spać już mi się nie chciało. Dziwne by było gdyby mi się chciało, bo spać poszłam o 23-ciej 🙂 No i pomyślałam, że pobiegnę sobie. Pusto tak rano w niedzielę, dobrze się biegnie, choć na polach gdzie jest moja ulubiona trasa jeszcze straszne błoto. Z dystansu i czasu jestem zadowolona 🙂

<><>

Laureat Eurowizji wybrany. Sympatię tłumów zdobył Dartanian. :/ Liczyłam na Margaret, pod jej kawałkami na youtubie wpisują się zachwyceni ludzie z całego świata, jest medialna, uniwersalna i ma prawo się światu podobać. No cóż może za rok jej się uda 🙂 Rok temu na Dniu Rodziny gwiazda była w szkole i dała mini-koncert. Zaśpiewała cztery piosenki i życzyła uczniom by się dobrze uczyli 🙂 Rozumiecie więc sami, że nawet jeśli wcześniej jej NIE kojarzyłam tamtym pokazem zdobyła moją 100% sympatię. Nawet Mieszko wie kto to jest! 🙂

nauka abstrakcji

Marzec to strasznie oblegany miesiąc na weekendowych zajęciach dla dzieci. Na dworze nieprzyjemnie, a dzień już długi. Przyznam się nawet, że cały marzec mam już zaplanowany. W tę sobotę to, a w kolejną niedzielę to. Na dzisiejsze zajęcia też zapisywałam się z 10 dniowym wyprzedzeniem, ale warto było. Jak przeczytałam temat: Abstrakcja na przykładzie konstrukcji synagogi, wiedziałam, że musimy tam być 🙂

Najpierw był więc wykład o bożnicach. Dzieciaki synagogę widziały, chociażby w mieście chrząszcza, ale oczywiście nie kojarzyły. Nie będę ukrywać sama dziś też się sporo dowiedziałam.

Potem było przejście po wystawie, gdzie Lilka znalazła multimedialny ekran, który ją zahipnotyzował…

A potem rozpoczęły się warsztaty. Na czarno-białe zdjęcia nanosili wycięte dwukolorowe bryły, efekt był wspaniały, a prace bardzo mi się podobały. Lecz, żeby nie było tak idealnie na sam koniec zajęć dziewczyny się POBIŁY 🙂 Widowiskowo i piszcząco. 🙂 Łucja była nabuzowana, że nie jej pomagałam i zaczęła dokuczać Lilianie. No i poszło. Nie zdarzają im się takie rzeczy, za to jak łupnęło to w ogóle nie miały dla nich znaczenia okoliczności. Włączyli się w to inni rodzice, którzy chcieli je pogodzić, ale furia była nie do okiełznania 🙂 Bez obaw jednak, zanim doszliśmy do auto już były pogodzone. Dobrze, bo dwóch palantów mnie zablokowało i tak wyjeżdżałam centymetr do przodu, centymetr do tyłu, każda stała z jednej krawędzi samochodu i krzyczała do mnie ile mam miejsca 🙂 Do dnia kobiet zbliżamy się więc POGODNIE 🙂

od-nowa

  • W ogóle żadnych chińczyków od Pana ostatnio nie dostaję.
  • Ode mnie???
  • No! Zamawiałam jeszcze w styczniu, a nie mam.
  • To nie moja wina!
  • A nie leży gdzieś na poczcie w rogu taka mała stertka dla mnie??
  • Sprawdzę.

I doniósł wczoraj listonosz kilka paczuszek. Nareszcie 🙂 Zamówiłam np. kolagenowe płatki pod oczy (to chyba dobra pora na zamawianie kosmetyków, bo niezależnie od strefy przez jaką podróżują przesyłki nigdzie nie ma upałów). I różne te płatki wzięłam. Złote, kryształowe, pakowane pojedynczo i w słoiczkach. I od razu rozpoczęłam kurację. Zrobiłam sobie fotę BEFORE, rano i bez makijażu więc na razie NIE pokażę, ale po miesiącu stosowania porównam czy to coś dało. Używa się ich przyjemnie, zostawiam pod oczami na noc, więc zobaczymy 🙂

 

<><>

Bazie już macie? Ja poszłam na spacer z psem (i z sekatorem) i MAM! 😀



Marcowy talerz

Miesiące w których wypadają święta są inne. Niby czas leci tak samo, ale planuje się różne rzeczy, myśli się o tym jak to poukładać, rozstawia się ozdoby i zbiera się akcesoria do robienia kartek (i robi porządki;). Wydaje mi, że wybory jakie podejmujemy w takich miesiącach też są inne.

^

Ze wszystkich przypowieści biblijnych najbardziej lubię tę o Arce Noego. Lecz nie w tej mrocznej rzeczywistości Russela Crowe, ale takiej bajkowej i utopijnej opowiastce o tym jak zwierzęta podróżowały łodzią. Jak zgodnie patrzyły przed siebie, kiedy pojawi się ląd. Jak beczały, meczały i kwakały z radości, że nadszedł kres podróży.

Na marzec talerz. Wiem, dużo za dużo ich mam, ale ten mi się spodobał. Nie mam NIC w takim stylu, a do świąt (OBU) pasuje. Duży; płaski; idealny na ciasta, albo „szynki” 🙂 Kupiłam go w bardzo eleganckich sklepie, z bardzo ekskluzywną porcelaną, ale nie oszukujmy się, astronomicznie przeceniony. Z nieznanych mi powodów przeceniona była cała kolekcja z biblijnymi obrazkami, ale jak już wiecie Arkę lubię najbardziej.

Tym samym wolna jestem od Projektu DOM na długi i bezlitosny marzec 😉 Btw. lubię słowo marcowy. To chyba najładnieszy przymiotnik pochodzący od nazwy miesiąca. Ani styczniowy, ani wrześniowy, ani lutowy tak nie brzmią. Majowy przyjemnie mi się kojarzy, ale nie jest taki dźwięczny. A marcowy, taki rozmarcowany i trzeszczący porannym mrozem jest ładny 🙂

dozwolone od LAT-A

Pik, pik, pik. Taśma dojechała do małej ciemnej buteleczki, kasjerka zatrzymała się, spojrzała na mnie, piknęła i włożyła do siatki. Pik, pik i przerwała:

  • Spojrzałam na Panią, żeby wiedzieć czy mogę sprzedać.
  • Tak, tak, zdecydowanie tak.
  • To do ciasta Pani kupiła?
  • Nie. Na żołądek. Bratowej pomogło i pomyślałam, że warto mieć takie w domu.
  • A to wiśniówka była?
  • Nie, orzechówka.
  • To nie wiedziałam. Ja ostatnio mały spirytus kupowałam, żeby dziecku posmarować za uszami na przeziębienie i się ze mnie dziewczyny śmiały, że takie małe kupuję.

Zabawne, nie? I że mnie tak pozycjonują kucharsko. I że się wahają czy można mi sprzedać. A ja nawet dowodu przy sobie nie miałam jakby co. Torebka mi dzwoni przy przechodzeniu przez bramki, więc tylko portfel noszę do sklepu. W kieszeni 🙂

<><>

Byłam w sobotę z dzieciakami na imprezie. One z rówieśnikami gdzieś szalały, a dorośli siedzieli przy zapiekankach. Rozmowy toczyły się wokół rzeczy różnych, ale głównie dzieciowo pokrewnych. Gimnazjum, języki obce w szkole, sporty dla dzieci, no i KOLONIE. Okazało się, że wszyscy mają JUŻ (!!!) coś klepnięte. Wróciłam do domu i pół nocy kopałam w temacie. Bo Łucja w tym roku jedzie na kolonie. Nie ma zielonej szkoły, chce jechać, zresztą na ubiegłych wakacjach wyraźnie było widać, że potrzebuje towarzystwa. Jeśli będzie zadowolona, za rok pojedzie też Lila… Wybrane zostały dwie propozycje i mam plan DZIŚ zarezerwować miejsca. Tym bardziej, że ich jest mało. W terminie jaki mi najbardziej pasował i tam gdzie chciałam, jeszcze wczoraj było pięć wolnych miejsc, a dziś jest już ZERO. Nie wiem czy planujecie kolonie tego lata, ale to najwyższy czas!