lany, podlany

Wymyślił Diabli, że poleci z dziećmi samolotem nad morze. Bo i pogoda ładna, i bilety super tanie, a Mieszko to nie pamięta jak kiedyś już leciał. Lot miał być o 21-szej, ale nie odlecieli. Jakiś baran porzucił na lotnisku bagaż i trzeba było uruchomić procedury i protokoły bezpieczeństwa. Do drugiej w nocy siedziałam przed kompem we wszelkich możliwych miejscach gdzie były okruchy informacji. Oni w tym czasie siedzieli w samolocie, byli w jakimś nieogrzewanym hangarze, albo na płycie lotniska. Noc z bani. Jak po drugiej wszystko się wyciszyło to nie mogłam z tego pobudzenia zasnąć (TAM BYŁY MOJE DZIECI!!!!!).

Lany poniedziałek pewnie rozpoczął się im dopiero w południe.

Aleee słuchajcie, piszę o tym, bo lotnisko zostało zalane falą hejtu. No i błąd. Tydzień temu była Bruksela, a gdyby tak się cofnąć do 11 września to wszystko wydarzyło się, bo ktoś zignorował zagrożenie. Inna sprawa, że za kara za porzucony bagaż jest jakaś śmiesznie niska. Brawa dla lotniska za przeprowadzenie tej akcji!

 

Stres wydaje mi się, że będzie już wieczną składową mojego życia, ale za to poranne 4,18 km przebiegłam w rekordowym dla mnie czasie 28 minut 🙂 Do końca dnia planuję więc tylko relaksacyjnie wyciągać strupy z futerka mojego kociego wojownika 😉