marcowanie

Pewne rzeczy wprowadzają większy zamęt niż inne. Mężczyźni wprowadzają zamęt, dzieci jadące na kolonie wprowadzają zamęt, a następujące po sobie święta ten zamęt powiększają. Ale w sumie lubię ten stan, chociaż czasem gdy w tym biegu spojrzę do lustra to widzę, że ZNOWU muszę wyregulować brwi 🙂 Dzieciaki w szkole i przedszkolu topiły Marzannę, rozmarcowany Klarens odkrył strzykawę pod ogonem i całą noc tak intensywnie oznaczał okoliczne pola, że nabawił się zapalenie kociego interesu 🙂 Biedny, mały kotek 🙂

Surowo spojrzałam na rozstawione ozdoby świąteczne i kilka z całą pewnością wyleci po tych świętach. Bezmyślnie co roku wyciągam z coraz to większej torby dekoracje i w ogóle nie przejmuję się ich stanem. A co niektóre nie nadają się już do niczego.

<><>

Mieszko jest w uroczym absolutnie-NIE-homofobicznym momencie rozwoju. Skomplikowane intrygi przedszkolne kto z kim  i ile będą mieć dzieci w żaden sposób nie łączą się ani z płcią, ani z ilością partnerów. Po ostatnim razie kiedy pocałował się z Julką, a obrażona (dotychczasowa żona) Wiktoria pocałowała się z Emilką, a Miłka z jego najlepszym kumplem Oskarem dziś usłyszałam:

  • Dziś Wiktoria przesłała mi buziaczka, a Miłka pocałowała się z Olkiem, więc ja pocałowałem się z Oskarem. :DD