Nie wiem czy też Wam się tak wydaje, że wszyscy wokół biegają. A dziś się zgadałam ze znajomymi z miasta rowerów, bo tam wszyscy zaczęli chwalić się codziennymi trasami, że szykują się do biegu na lotnisku Rzeszowa, czyli Jesionce. Strasznie fajna akcja. Czytałam kiedyś relację z takiego biegu bodajże w Łodzi. Bieg pustym pasem startowym, nocą, prosto, żadnych gapiów („O, ta dopiero jest czerwona” ;), świetne czasy i niepowtarzalne okoliczności. A tu okazuje się, że za miesiąc podobna atrakcja na Podkarpaciu. Jak macie blisko, wpiszcie sobie do kalendarza – zapisy były w styczniu i postarajcie się nie przegapić 🙂
<>
Łucja dziś pisała drugi etap olimpiady ortograficznej, a jutro (uwaga!) Lilka pisze matematyczną. Jej wychowawczyni jest magiczna, że ją do tego pchnęła! Ja na wszelki wypadek nie nakręcałam się za bardzo, bo jak rok temu przeżywałam olimpiadę Łucji to panna miała dużo większy stres. Btw. Łucji wyrwaliśmy pierwszą czwórkę. W ogóle nie była krwista jak na taki duży ząb 🙂
