Odprowadziłam wczoraj panny do szkoły, wracałam i zobaczyłam, że w ogródku znajoma robi porządek z różami. Ubrana do wyjścia, kucnęła i przycinała. Krzyknęła do męża, żeby większy sekator przyniósł i cięła dalej. Chwilę pogadałam (ja moich róż ciąć nie będę, bo sadzone były pod koniec lata), a potem natchnięta tymi ogrodowymi sprawami kupując chleb wzięłam ze straganu z nasionkami maciejkę.
Ach, ta maciejka to mi się latem zamarzyła. Gdzieś szłam i owiał mnie znajomy ulotny zapach… Czemu ja nie mam maciejki??!? Wchodziło by się do domu wieczorem w takim zapachowym szpalerze. Nie wymagające to, niewidzialne, posiałabym kawałek tu i kawałek tam…
„Sadzić od kwietnia do maja”- wyczytałam na torebce. Połowa marca to prawie kwiecień! Jutro zasadzę! A tu raptem nocy spadł śnieg ://// Przesuwam więc to z dziś, na za tydzień lecz torebki na wszelki wypadek będą przy drzwiach, żebym nie zapomniała 🙂
<><>
Mieszko odwrócił ciupagę do góry nogami i nią macha…
- Mamo, jak się nazywa ten sport, kiedy uderza się piłką?
- Golf.
- Tak! Gram w golfa! 🙂
