Lekko, bo lekko, jak to przy bieganiu, ale wieczorem patrzę do lustra co ja taka czerwona? A to wiosna idzie na całego!
Miałam kiedyś koleżankę, która lubiła bieliznę. Nic to niezwykłego, ale ona na początku studiów miała staników tyle co ja TERAZ… TERAZ ta ilość nie robi na mnie wrażenia, ale wtedy wydawało mi się to baardzo dużo. Pewnego razu zaprosiła nas do siebie otworzyła szuflady z tymi dobrami i ogłosiła: Jestem bankrutem! Przytyłam, cycki mi urosły i w nic się nie mieszczę 🙂
Zrobiłam porządek z tymi moimi bizutami. Poleciała jeśli nie 1/4 to z całą pewnością 1/5.
- Miałam fazę na długie korale jak byłam w ciąży z Mieszkiem. I nagromadziłam tych pestek, szkiełek oraz piórek naciągniętych na sznurki i rzemyki ilości straszne.
- Kilka moich ozdób schowałam do pudełka: sentymenty 🙂 Są tam takie którymi rozstać się nie mogę, ale nałożyć już NIE nałożę. Dużo w tym zbiorku biżuterii od Krzycha. Ojciec jak jeździł w delegacje i przywoził coś mamie, to zawsze miał też coś dla mnie. Mini bransoletki, albo koraliki ze słonikami. Nie będę dawać tego dziewczynom, one własnej biżuterii mają dużo, a podobnie jak ja wtedy NIE noszą, choć lubią mieć.
- Pojedyncze sztuki poszły do sekcji przeróbka. Z długiego łańcucha niebieskich kamyczków wyjdzie świetna wakacyjna kartka z „wodą”, a kamyczki bursztynu przydadzą się na Wielkanoc (nie wiem jeszcze do czego).
Patrzę na te odchudzone od wisiorów wieszaki i puste pudełka na toaletce i przychodzi mi do głowy TAMTO zdanie… Jestem biżuteryjnym bankrutem 🙂 Macie fotę before… Zdjęłam, położyłam na łóżku, czyściłam i przeglądałam. W asyście znudzonego Klarensa 😉

