– jedno z tych śmiesznych życzeń, które krążyły w necie na 8 marca
Na weekend dzieciaki zabrał Diabli. Ja przytłoczona ilością wolnego czasu (niezmiennie wywołuje to u mnie doła) pojechałam w pewną babską miejscówkę. Spotkania z wizażystami, fryzjerami, próbki kosmetyków i proszków do prania… Było dennie i NIE będę Wam o tym pisać. Tak mocno mnie pewne tematy NIE zaprzątają, że nie byłam w stanie wykrzesać w sobie nawet odrobiny empatii. Babka w szatni była zdumiona: Pani już? Tak szybko? No tak. Nauczka by więcej się w takie rzeczy nie ładować.
Rekreacyjnie zapewniłam psu długi spacer, prasuję sobie i chciałabym dziś przejrzeć moją biżuterię. Szukałam na to wyjście czegoś GODNEGO, ale wszystko jakieś wyblakłe i przykurzone. Rozciągnięte korale, cudaczne bransoletki, dziwne wisiorki i pluszowe broszki. Przejrzeć, podrzucić co nieco dziewczynom, albo wrzucić do segregatorów na strychu, by użyć do czegoś innego.
<>
Łucja przypomniała sobie o aparacie fotograficznym, który kiedyś miała. Znalazłyśmy go, naładowałyśmy i przejrzałyśmy zdjęcia zajmujące całą kartę. Wszystkie są sponad dwóch lat (listopad 2013). Jest tam kilka mocnych i prawdziwych filmików na których jestem i sporo przypadkowych zdjęć. Na jednym jest obraz codzienny salonu 🙂 Ależ był bajzel! 🙂 Takie małe dzieci to jednak strasznie bałaganią… Dużą ulgą organizacyjną jest to że rosną. 😉
