Raz w roku staram się pójść na warsztaty kulinarne. Kiedyś chodziłam na cukiernicze, a od ubiegłego roku, wraz z kuchnią tajską, przestawiłam się na jedzenie konkretne 🙂 Tematu słodkiego nie zamykam, mam na oku zajęcia z tworzenia mini-tortów, ale na razie na DOROSŁO 😉
Tym razem była Kuchnia Japońska. Lecz nie sushi, a wywary i makarony, czyli coś co stanowi bazę kuchni wschodnich. Jak zwykle było super. Cała masa smakoszy i miłośników gotowania, którzy z pasji uczynili swój zawód, albo sposób życia. Dowiedziałam się jak obierać imbir i co sprawić, żeby w jajku na miękko żółtko było idealnie na środku (w drugiej minucie gotowania trzeba zamieszać nimi). Japończycy to perfekcjoniści i wszystko musi być doskonałe. Makaron na zimno z omletem i sosem sezamowym to połączenie wybitne. Aby nabyte umiejętności mi się utrwaliły powinnam teraz to wszystko przerobić w domu i taki mam też plan 🙂 Za rok marzy mi się kuchnia może arabska? Fot będzie więcej, ale nie wiem kiedy więc wklejam jedną, która już jest 🙂 Ta baba z odrostami pod czerwoną strzałką to ja 😀

