Piąty dzień weekendu. Nie mam już siły ;)

Dziś nasz dyżur u dziadków z ICH kotem. Dziadki pojechały na Sylwestra, stary i chory kot sam, więc przyjechaliśmy (z nocowaniem) by mu potowarzyszyć. Pies z nami, Klarens zamknięty w naszym domu na tę jedną dobę. Ubiegłej nocy go nie było, ale TEJ temperatura w niektórych miejscach w Polsce ma spaść do -20, za oknem już mam -16, więc nie chciałam go zostawiać na dworze. Nie spodoba mu się to, ale bałam się go zostawić, bo nie wiem gdzie on spędza noce, a rano zawsze przychodzi rozhisteryzowany, że zmarzł. 🙂

Pamiętacie jak dwa lata temu byliśmy na zajęciach o Bożym Narodzeniu? W tym roku TEŻ wzięliśmy w nich udział. Nie dokładnie tych samych, ale w tym samym miejscu, na wykładzie dla dzieci o zimowych pejzażach.

Jakich kolorów używać by namalować zimę?
Jakie elementy wprowadzają nastrój zimy na płótnie?
Kim byli najwięksi malarscy piewcy zimowego piękna?

Dowiedzieli się, że by podejrzeć zimowe zwierzęta niektórzy malarze leżeli w śniegu i dawali się zasypywać by nie przestraszyć „modeli” i zdążyć zrobić szkice. Zresztą to samo robią współcześni fotografowie przyrody, tylko, że uzbrojeni w maty termiczne, polary i gortexy.

Było bardzo fajnie; super, że Łucja jest już taka aktywna, że czasem zabiera głos, zresztą robiła NOTATKI. Lilce też się podobało i całkiem dużo złapała, no a Mieszko uwiódł te dwie dziewczynki co przed nim siedziały i nie odrywały OD niego wzroku 😉 Żart żartem, ale jak później mieli stworzyć obrazki w oparciu o nową wiedzę, to cała trójka dała radę. A ja oglądając teraz zdjęcia zaproponowałam dziewczynom PIERWSZE noworoczne postanowienie: „Będę się RANO czesać! CODZIENNIE.” 🙂

Kudły widzicie?? 😉

Przy pomocy żółtej piłki prowadząca kazała dzieciom określić GDZIE było słońce podczas tworzenie tego obrazu. Świetny pomysł, świetne ćwiczenie.

Kłócą się teraz drożdże w jednym oddalonym ode mnie pokoju, bo nie mogą ustalić kolejności w jakiej będą występować. Bo zaraz idę na PRZEDSTAWIENIE 😉 W tzw. międzyczasie przejrzałam informację o chińskim nowym roku. Macie miesiąc na przygotowania! Kolejny ROK będzie MAŁPY 😉 Btw. małpa myśli głównie o sobie.

Idę. Pewnie gość od oświetlenia (Mieszko z latarką) ZNOWU wejdzie podczas przedstawienia na scenę (łóżko dziadków) ;0

Rozpoczynamy!

Ruszyliśmy tradycyjnie wg czasu w Dubaju (czyli NOWY ROK o 21-szej). Akurat płonął u nich hotel, więc nasz entuzjazm miał dodatkowo wspomóc ich noworoczną aurę 🙂 Tegorocznym eksperymentem była zmiana (na lepsze) miejsca odpalania fajerwerków… Przenieśliśmy się na plac zabaw, bo dwa lata temu były osoby niezadowolone z tego, że wewnątrz osiedla są petardy, bo zwierzęta się denerwują. Plac zabaw jest na końcu ulicy i co chwila ktoś kolejny dochodził ze swoimi fajerwerkami 🙂 Nasza ekipa liczyła siedmioro (?) dzieciaków. TA trójka, dwójka kuzynów, sąsiadka z córką i druga sąsiadka z chłopakiem i z córką. Ten chłopak przyniósł baterię na 100 wystrzałów, my też mieliśmy dwa pudełka, więc szoł był super. Wzięłam również lampiony, bo zawsze mam dylemat z ich puszczaniem, a akurat 31-go w niebo można puszczać wszystko. Mój poleciał pięknie 🙂

Btw. do zjedzenia zrobiłam florentynki i kokosanki. Czipsy donieśli goście 🙂 Na dwóch zdjęciach pozują Wam moje paznokcie, z których jestem dumna, a zrobiłam je z pomocą brokatowych lakierów Łucji 😉

To po lewej (niżej) to mój lampion. Tryb „fajerwerki” w aparacie przy lampionach się nie sprawdził.

Dzieciaki uśpiłam chwilę po 22-giej. Ok 23:30 wlazłam do wanny, zrobiłam sobie peeling  (wiecie, takie symboliczne ścieranie 2015 z mojego ciała) i potem miałam już zalec z szampanem przed telewizorem. Aale, okazało się, że Klarens dostał histerii przy wystrzałach (ot, jakie to wszystko przewrotne) i przez półtorej godziny zajęta byłam uspokajaniem go :)) Btw. kieliszek zbiła ogonem Sziwa, więc mazzal tow pełen ;0

Postanowienia?

O rewolucji w ogródku już Wam mówiłam. I o tym, że chcę utrzymać program: taniec x1 w tygodniu, siłownia x1 w tygodniu. W marcu chcę znowu zacząć biegać i pobiec w tym roku jakiś bieg. Nie mam w planach żadnych komunii, chrzcin, ani ślubów, czyli nie szykują mi się żadne wielkie imprezy. Wyjątkowo nie mam jakiś fantastycznych planów zawodowych. Nie trafiałam z pomysłami ostatnie lata i doszłam do wniosku, że dopóki nie mam całej trójki w jednej placówce, to i tak organizacyjnie nie ogarnę dodatkowego obowiązku. Może coś będę sondować, ale nie zakładam, że jakieś ważne decyzje zapadną. Mam natomiast zamiar wbić się na kolejne warsztaty kulinarne i wyrwać w styczniu do kina (do południa). I jeśli będzie to wszystko co mi się przydarzy w tym roku, to myślę, że 2016 będzie rokiem równie udanym jak ten co minął! 🙂