Barwników spożywczych miałam jakieś nielogicznie duże ilości. Kupiłam je dawno temu, żeby zrobić tęczowe ciasto, ale kolorowy biszkopt to jednak nie jest mój żywioł. Użyłam je do babeczek do przedszkola, ale co dalej z nimi pomysłu nie miałam… Wydawało mi się, że dobrym połączeniem będzie dla nich śnieg. Kombinowałam, że wymieszam je z piaskiem i będzie można pisać po śniegu. Tylko nie miałam pomysłu na podajniki, a rozsypywanie ich rękawiczkami jest dość ryzykowne, bo strasznie brudzą.
Kilka dni temu trafiłam na stronie jednego centrum naukowego na to zdjęcie:

TAK!!! Ja też chciałam takie kule! Dodatkowo w szkole u dziewczyn jest konkurs na bałwana i dzieciaki przynoszą zdjęcia ulepionych śnieżnych ludzi. Śnieg klei się słabo, bo jest za duży mróz, ale przecież mogliśmy zrobić lodowe bałwany! 🙂 Leżały najpierw przez kilka dni w balonach (woda z barwnikiem), a wczoraj je wyjęliśmy. Dużego bałwana nie da się zrobić, bo kule są śliskie i się zsuwają. Tzn. pewnie się da, bo jak je podlewaliśmy, to kule mocniej się ze sobą łączyły. Ale zdecydowaliśmy się na wariant trzech dwukulowych bałwanów. Czapeczki to posylwestrowe resztki i przed nałożeniem zmoczyliśmy je. I przykleiły się :)) Bardzo ładnie wyszedł zielony: jest głęboki i niemalże szmaragdowy, a słabo fioletowy barwnik: to ta szarawa kula. Przydały się też waciki kosmetyczne i czirleaderskie pompony Łucji.
Same kule są natomiast bardzo dekoracyjne i spokojnie może ustawić z nich kolorową aleję. Przed domem, na tarasie, albo nawet na balkonie.
Czy muszę mówić, że TAKICH bałwanów NIKT nie ma? :DDD





A tak wyglądało tworzenie:



Mrozić ma do końca stycznia, więc zabierajcie się do roboty 😉


