Śniegu spadło 🙂
Pierwszy raz odśnieżałam o 14-stej. Drugi raz o 17-stej. A trzeci o 21-szej…A do dziadków zamiast tradycyjnych 40 minut jechałam dwie godziny… I pewnie bym w tę śnieżycę się porywała na wycieczkę, ale zrobiłam RYBĘ. RYBĘ. Pamiętacie jak Wam linkowałam Okrasę? No więc zrobiłam pierwsze danie z listy. Tzn. właściwie drugie bo miętusa w szpinaku. Największym problem była oczywiście ryba. Aaale znalazłam miejsce, gdzie takie ryby można kupić (w hipermarketach można trafić łososia, pstrąga, halibuta, dorsze, sardynki, makrele, albo mrożone filety). A ja potrzebowałam NIE tylko NASZĄ rybę, ale też świeżą rybę. I albo miętusa, albo troć. Miejsce było kosmiczne, ale na małej powierzchni kłębił się tłum kupujących. Troci nie nie było, zamówiłam na za tydzień, więc odpadł mi przepis pierwszy. Był za to miętus, choć nie słodkowodny (bywa), a morski. Ryba pyszna, a przepis super. Trochę za mocno podlałam octem, więc dodałam nie tylko skórkę z limonki, a również sok z niej. No i nie miałam musztardy w ziarenkach, więc dałam czeską horcicę. Dziadkom smakowało równie mocno jak mi, mam więc KOLEJNE noworoczne postanowienie: raz w tygodniu będę testować nowy przepis 😉 Na razie będę szła tymi z rybami.
<><>
Wiem, że rozsypał mi się szablon. Wina to twittera, który zmienił domyślne ustawienie szerokości ramki. Jak ramkę wywalam to wszystko wraca do normy. W ustawieniach widżetów na twitterze nie można zmienić szerokości, tylko wysokość. A chcę by twitter został. Na razie będzie takie rozsypane (mnie też to irytuje), ale może samo się naprawi. Jak nie to za dwa tygodnie pomyślę co dalej.
