Obrus! Wiem, wiem, mam ich za dużo, ale w sobotę na wycieczce z dzieciakami trafiłam na niezłą promocję na tkaniny. Pod hasłem „Kolekcja 2015” te urocze jelonki były o… 80% taniej (do kwoty jednocyfrowej za metr!). Miałam ochotę na poduszki z jelonkami, ale dopóki mam tego psiego pożeracza tekstyliów, nie ma to absolutnie sensu. Najpóźniej po dwóch tygodniach miałam bym jedną mniej… Więc obrusik. Wyjęłam maszynę, obszyłam i położę na stół przy zmianie dekoracji (choinkę i gadżety chcę zebrać w weekend). W styczniu jak pamiętamy doszła też „waflownica”, ale umówmy się agd to nie do końca kategoria DLA DOMU 😉


<><>
Po salsie, bachacie i kilku lekcjach rumby miałam małą przerwę. Na wtorkowe wieczory wpasował się basen… Przez chwilę wróciłam na zumbę, a potem odkryłam, że w środy jest taniec brzucha. Super! Chodziłam przez miesiąc, a jak zakończył się kurs zapisałam się do tej samej instruktorki na burleskę. Samoocena po zajęciach jest niesłychana 🙂 Pracuje się z lustrem, patrzy się swoje odbicie i się sobie podoba. Moja instruktorka mówi: A teraz noga do przodu, unosimy pośladki i czy widziałyście kiedyś bardziej zaj-ste uda?? Czy ktoś ma LEPSZĄ nogę? Ramiona przód-tył, przód- tył i uśmiech! Jestem wspaniała! Macie to w sobie! :) Jeśli jeszcze tego nie zrobiłyście MUSICIE zapisać się na jakiś taniec! One wszystkie są gigantyczną terapią dla DUSZY:)
