- Mamo, ta gofrownica kosztuje tylko 59 złotych! – wykrzyknęła Łucja przeglądając gazetkę pewnego sklepu.
- No i??
- To prawdziwa okazja. Normalnie kosztuje ze 120.
- Ja to widzę inaczej. Muszę wydać 60 złotych.
- Ale pomyśl, jak bardzo może Ci się przydać!
- Pomyślę pod warunkiem, że będziecie pamiętać, że żadnych więcej szaleństw w tym miesiącu.
No i pomyślałam. W sumie to mam problem ze śniadaniami dla dzieciaków. One nie jadają kanapek i ciągle kombinuję jak zapewnić im świeże pieczywo rano. Przed szkołą nie da rady, więc albo podrzucam im po którejś przerwie jak wracam z przedszkola i dałam radę zahaczyć po drodze o sklep, albo podgrzewam bułki w piekarniku (kupowałam nawet to mrożone pieczywo, ale sklep w którym je kupuje odwiedzam raz na dwa tygodnie i nigdy nie mam wystarczających zapasów).

A gofry to taka szybka alternatywa. Wiem, że pewnie im się znudzi, ale zawsze będzie to jakaś opcja. Dziś cały dzień testujemy. Kiedyś coś czytałam o gofrownicach i zapamiętałam, że powinny mieć co najmniej 1000 W mocy, bo inaczej wychodzą naleśniki. I tyle ten nasz gofer-maker ma. Jako bazowy przepis używam ten. Lecz trochę go wzbogaciłam… Kiedyś upiekłam ciasto z rabarbarem o którym można było jedynie powiedzieć, że jest słodkie. I te podstawowe gofry tak smakują. Ale jak dodacie likier to smak wychodzi świetny. Miałam adwokat (ze dwie-trzy łyżki do ciasta) i dzieciaki są zachwycone. Mam też likier kawowy i zrobiłam sobie i Lutce. Też bardzo dobry. Myślę, że z Limoncello, albo Cointreau też będzie fajne. Może można dodać wanilię albo sok z pomarańczy? A z likierów alkohol się ulatnia, a zostaje taka wytrawna smakowa nuta. Btw. wersji podstawowych nie jadły.
<<<<<<<><><><><><><><><><>>>>>>>>
Odeszła ikona muzyki. Strasznie smutne. Unikat jako człowiek. Posiadacz licznej i szczęśliwej rodziny. Inspiracja i zjawisko. David Bowie.
