Urodziny Mieszka na ogół obchodziłam z rybami w temacie. Dobrze się to komponowało z zimą, stojącą choinką i poświątecznym nastrojem. Od trzech tygodni ustalałam więc sobie w głowie menu, które ułatwił odcinek Okrasy, którego oglądałam na święta. Nie przepadałam za gościem, ale ryby robione jak za Kopernika wydają mi super. Niemniej jednak NIE TYM razem, choć te dania chcę i tak na dniach wytestować. Jedną turę urodzinową urządza Diabli u siebie w niedzielę, a drugą (dla mojego skrzydła rodziny) miałam zrobić JA w kolejny weekend. Aale, rano zadzwoniła Lutka, że oni są gotowi, i nawet torcik jest i mamy przejechać. I okej. W tej sytuacji wisi nade mną tyko obiecana dzieciom wyprawa po prezent OD dziewczyn DLA Mieszka, no i ja chcę mu kupić ze dwie pary absolutnie zwyczajnych spodni dresowych do przedszkola, bo nie znosi tych z łatami nosić 🙂
Nakarmiono nas smacznie, byli goście z prezentami i był torcik! Imprezowy zazdrośnik Łucja jest oczywiście nieszczęśliwa, że Mieszko ma TYLE świętowania, ale wytłumaczyłam jej, że PIĄTE i na dodatek dla urodzonego PIĄTEGO (stycznia) są wyjątkowe. Drogę w aucie spędziliśmy więc planując kolejne imprezy 😀





<><>
Z innej beczki, jak wracaliśmy to ujrzeliśmy, że koło straży pożarnej po zamarzniętym stawie jeździli na łyżwach. Zatrzymałam auto i chwilę się pokręciłam. Rozmawiałam z jednym gościem, który mieszka naprzeciwko stawu, odśnieża go i jeździ ze swoimi córkami po nim. Koleś mierzył dziś grubość pokrywy lodowej i na środku stawu wynosi 20 cm. A utworzone przez niego lodowisko jest w kąciku przy brzegu. Wstępnie więc zapowiedziałam się z szuflą (choć on twierdzi, że naprawdę nie muszę) na sobotę rano, bo mrozy do tego czasu mają się utrzymać. Nie jestem fanką stawów, ale zima jest mroźna i jak znacie jakiś płytki nieduży staw to podobno można po nich TERAZ jeździć!
