Open again

Sorry, za te zawirowania, ale na sekundę musiałam.

Weszłam dziś do szkoły i poczułam się jakbym przeniosła się do ’80-tych. Połowa uczniów miała na głowie irokezy… 🙂 A to po prostu był dzień warkoczy i irokeza 🙂 Lilka włosów ruszyć nie dała, za to Łucza dała sobie zapleść DWA 🙂

<<>>

Impreza Halloweenowa to będzie klęska towarzyskiego urodzaju. Niczym linie lotnicze rozdaliśmy zaproszeń [biletów] więcej, licząc, że COŚ komuś na pewno wypadnie, a tu dzwonią i masowo potwierdzają…

<<>>

I będzie zmiana trenera pływackiego Łucji. Nie znosiła go. Od środowych poranków była cały dzień chora, że TO jest dzień basenu. Miałam wrażenie, że może przesadza, ale tydzień temu jak szłam za instruktorem to słyszałam jak on na nią krzyczy. Zareagowałam więc w sposób najprostszy i postanowiłam go wymienić. Zapytałam DZIŚ przed wejściem ile karnetowych wjazdów na TEN kurs pływania jej zostało i dowiedziałam się, że DZIŚ jest ostatni. Łucja jak to usłyszała weszła na pływalnię triumfując. Coś w stylu pracownika, który wygrał w Lotka i wie, że NIC mu nie można zrobić 😀

Następnie pogadałam z trenerem Lilki czy weźmie je OBIE. Naraz. Zgodził się i powiedział, że różnica w poziomie nie stanowi problemu. Że ma już rodzeństwa w wieku 6 i 10. I dają radę. A wtedy trener Łucji mega focha strzelił.

W nowym składzie zaczynają za dwa tygodnie! :)