W kulkę!

Duży to problem co dać na czterdziestkę… Przekopałam polski net i znalazłam NIC. Zdjęcie na tle okładki magazynu, kubek z napisem, albo gadżet porno-rodem. A chodziło o mojego brata. Czyli osobę z jednej strony taki praworządną (on nie jest taki zabawny jak ja ;), że nawet nie ściąga seriali, a z drugiej strony to mój BRAT, czyli NIE wchodziły w grę rzeczy typu: ŚMIESZNY ochraniacza na interes ze ŚMIESZNYM napisem. Zostają jeszcze ekskluzywne alkohole, cygara, żetony do kasyna, ale skoro tyle lat go uchroniłam się przed nałogami to przecież nie będę go teraz psuła! Dodatkowym utrudnieniem była organizacja w ostatniej chwili (cóż można wykombinować w ciągu 4 dni?) – I my jesteśmy rodziną?? 😉

Za to amerykańskie strony www okazały się być eldoradem pomysłów. Znalazłam rewelacyjne personalizowane kule do golfa, szpikulec do mięsa na grillu z inicjałami (musicie przyznać, że to może być atawistyczna przyjemność takie kowbojskie przypalanie karkówki), kubełki na szampana z grawerowanym nazwiskiem (tutaj też położył wszystko czas) i skórzane pojemniki na biurko (z pewnością można coś podobnego kupić, ale trzeba by powłóczyć się po sklepach).

Podobały mi się też słodycze (truskawki z lukrze stylizowane na piłki) i zawieszki na garaż… Ale te akurat rzeczy wydały mi się mało „czterdziestkowe”.

Pomyślałam: GOLF! Pojechałam do sportowego po kulki i kupiłam takie z jak najmniejszą ilością logo. Ale potem zaczęły się schody. Jednego dnia zostałam expertem od sitodruku. Byłam w trzech punktach i odbyłam kilka razy więcej rozmów telefonicznych. Grawer odpadł (struktura), sito odpadło (piłki do golfa mają rowki i nadruk byłby tylko po fragmencie), a na tampodruk potrzebny jest co najmniej tydzień. Znalazłam nawet firmę, co wzięła by to zlecenie (wszyscy chętni, ale od setek sztuk w górę), no ale czasu było za mało.

Potrzebny był mistrz zdobienia… Zadzwoniłam więc do znajomej co ma u mnie dług wdzięczności za pomoc przy zakupach z Chin. I ma studio paznokci… Zasiadła ze swoją skrzynką lakierów i równiutko wszystkie piłeczki mi podpisała 🙂 Tadaaam! 🙂

Napis? Mały, bo przecież… chociaż mnie przerósł, to cały czas mój MAŁY braciszek! 🙂

Do pudełka wrzuciłam też podstawki do piłeczek (bo to jakoś zdaje się razem jest kompatybilne 😉

Btw. pochwalę też jubilata za genialny pomysł z prezentem dla gości… Otóż każdy dostał gazetę z dnia jego urodzin. Z 9 października 1975. Różne gazety. Trybunę ludu, Dziennik Polski, itd. W pełnym wydaniu, w oryginalnym formacie i kolorze (choć oczywiście odbite w bibliotece). Super!