– moja instruktorka TBC 🙂
Panny wróciły z wycieczki z Magicznych Ogrodów. Pojechały drugie i trzecie klasy, orszak autokarów był więc konkretny. Zrobię takiego offa, bo ogrodami się już zachwycałam.
Większość straganów przy atrakcjach turystycznych mijamy szerokim łukiem. Znieczuleni przechodzimy obok nie zwalniając i nawet Mieszko nie brzęczy, że coś mu tam się spodobało. Są tego skutki uboczne: jak to, że po wakacjach nie miały żadnych pamiątek do zabrania do szkoły (aczkolwiek miały foczki z fokarium, ale jakoś o nich nie pomyślały).
Absolutną inną jakość sklepików z pamiątkami oferuje sklepik przy „Magicznych Ogrodach”. W parku spotykasz Bulwiaki, futrzaste Mordole i mega ślimaki i w sklepiku masz PRZEDMIOTY wyłącznie z tymi postaciami. Monolit. Do każdego przedmiotu podłożony jest kontekst. Są piórniki, zabawki, bloki, kartki, pieczątki… i wszystko na jedno kopyto. I do kupienia TYLKO TU. Wychodząc dzieciaki nie mają wątpliwości, że to JEST wspomnienie tego co widziały. Naprawdę fajne. Tym nurtem powinien iść każdy punkt tego typu, bo nawet w Bałtowie, jest chaos. Różne figurki, różne marki, różne opakowania, różne kolory, różni producenci, itd.
Panny na wycieczkę zabrały kieszonkowe i wróciły z linijkami, planami lekcji i breloczkami 🙂 Lilka przywiozła mi w prezencie rachunek na 14, 99 PLN 🙂 A pierwsze co usłyszałam to było: Mamo, wydałam prawie 15 złotych! 🙂 Poza tym wszystkie dzieciaki miejscem zachwycone 🙂
<><>
Opowiadam Mieszkowi o salsie:
- I wiesz, nie było mojej instruktorki. Bo była chora. Na zastępstwo taki chłopak i był super!
- A to był drwal?
- Kto?
- Drwal?
🙂 Proszę jak dobrze mnie zna 🙂 Nie, nie był niestety :))
