Plackowo-grzankowa jesień

Lubię słuchać jak mężczyźni mówią o gotowaniu. Kobiety wchodzą w szczegóły (ja też to robię) i mówią rzeczy w stylu: Pomidorową to ja delikatnie dosładzam, albo: Pamiętaj, żeby dodać zasmażkę. 🙂 A mężczyźni od razu mówią o EFEKCIE.

Szłam w niedzielę rano przez główną aleję marketu. Miło jest mieć duże dzieci, które zostały same przed telewizorem. Wyskoczyłam i idę. Szło dwóch gości, na oko starszych ode mnie o lat 10. Każdy. I złapałam:

  • Ja dziś zrobię placki ziemniaczane. Wszyscy w domu lubią.

🙂 Świetny pomysł! Rozpędziłam się z tymi plackami i chociaż kupiłam spory worek dziś za bardzo nie mam już czego obierać. Ale placki to może być danie tej jesieni!

<>><<>

Noc, usypianie. Panny leżą po ciemku, Lilka coś papla, ale Łucja już nie odpowiada, więc zaraz będzie cisza. Mieszko:

  • Mamo, połóż się ze mną.
  • Nie, królewiczu… Ja coś może zrobię? Włączę pralkę, albo wypuszczę psa na pole.
  • Na chwileczkę. Bo nie zasnę.
  • Tylko na sekundkę. I gaszę światło.

[tak szybciej zasypia]. Zgasiłam, doszłam po ciemku do jego łóżka i położyłam się obok. Słyszę:

  • Masz czarną twarz.
  • Wiem.
  • I wszystko masz czarne.
  • Co Ty nie powiesz 😉