boo!

Kilogramy cukierków wydane, dekoracje sprzątnięte i do zmiany klimatów dnia jutrzejszego już gotowi! 🙂 A było co chować i sprzątać 🙂

Przygotowania rozpoczęliśmy rano. Łucja rozkładała pompony, wyciągaliśmy gadżety halloweenowe i rozwieszaliśmy pajęczyny. Tegoroczną ciekawostką były kolorowe sieci pajęcze i są super. Lepiej się rozciągają niż białe i będzie je kupować. Doszły też samoprzylepne nietoperze 3D, które przydały się na drzwi oraz dmuchany nietoperz z napisem, który był przed wejściem.

Dzieciaków było 15-ście. Szkolni i przedszkolni znajomi. I lubię takich małych gości 🙂 W którymś momencie koleżanka Łucji wyszła z górnej łazienki i krzyknęła (w dół): Skończył się papier toaletowy! Ja tylko informuję! 🙂 Przezabawne. Dorośli, wiecie to sami, siedzą i knują, gdzie q… oni trzymają papier, a dziecko po prostu zastosowało technikę najprostszą 🙂 Jako atrakcje mieli same powtórki, aczkolwiek już sprawdzone i w tym zestawie towarzyskim jeszcze nie przerabiane.

Czyli przyklejenia guzików i innych ozdób do drewnianych duchów oraz ozdabianie papierowych toreb, z którymi później ruszyły na cukierkowe łowy. Na pomarańczowych torbach trzeba było namalować drzewo i przykleić piankowe sowy. Zwycięzca i zdobywca największej ilości cukierków dostawał halloweenowy zegarek (trafiłam w lecie na wyprzedażach za jakoś mikro kwotę).

Party trwało 2h, chociaż do drzwi po cukierek stukano nam jeszcze dużo później. Ja siedziałam wypompowana na kanapie i myślałam o wszystkim o czym zapomniałam 🙂 Że nie nałożyłam im świecących bransoletek jak szły po cukierki i przypomniało mi się o nich dopiero jak ostatni gość wychodził, że nie zapaliłam małych lampek, które zawiesiłam przed domem i że miałam sobie zrobić zdjęcie w moim przebraniu na imprezie, ale nie było czasu (byłam mumią, strój mam dobry, pokażę Wam za rok 😉  I wtedy za drzwiami rozległo się szuranie. Otworzyłam, a tam był prezent od sąsiadki dla dzieciaków. Torba ze słodyczami, a w niej dyplom. Ot taki pozytywny feedback na koniec dnia :))

Mam jeszcze takie spostrzeżenie na zaś. Niektórzy przyjmujący „duchy” dawali dzieciom jabłka. I jest to świetny pomysł. Otwierałam drzwi, a oni rąbali te jabłka przyniesione od kogoś tam. Zrobiłam kilka mandarynko-dyniek, ale w sumie to można spokojnie zamiast słodyczy takie mandarynki rozdawać.

Wielka, pozytywna i energetyczna

Jest dynia! Kupiona, wycięta i wystawiona przed dom. Niektórzy (histerycy;) twierdzą, że przy nowym rządzie to czeka nas 4 lata inkwizycji i Halloween nie będzie obchodzone, więc ceny dyń w w tym roku potrójne 🙂 

Ale są! Wg mnie tegorocznym hitem będzie dynia eksplodująca, czyli z dziesiątkami nawierconych dziurek. Robi się ją bardzo prosto, lecz dziurek trzeba zrobić dużo, bo owoc/warzywo? jest hermetyczne i przy małej ilości gasną świeczki w środku. Łucja chciała też dynię wampira i taką jej Diabli wyciął.

Napięcie przed-imprezowe rośnie, bo podobnie jak dwa lata temu okolica, aż do szkoły jest zaklejona kolorowymi kartkami z napisem: Dzieciaki z czerwonego osiedla zapraszają do wspólnej zabawy na Halloween! Wtedy skończyło się to tak, że jak otwierała się brama to na teren wlewały się hordy przebierańców z okrzykiem: Hurra!!! Czerwone osiedle otwarte!!! 🙂 Osaczeni niczym w Walking Dead...

Korzystajmy z dyń! To wspaniałe, pozytywne, bardzo sezonowe warzywo i niezależnie od naszego stosunku do Halloween piękna  jesienna dekoracja. Nawet w wersji nie-lampionowej.

Open again

Sorry, za te zawirowania, ale na sekundę musiałam.

Weszłam dziś do szkoły i poczułam się jakbym przeniosła się do ’80-tych. Połowa uczniów miała na głowie irokezy… 🙂 A to po prostu był dzień warkoczy i irokeza 🙂 Lilka włosów ruszyć nie dała, za to Łucza dała sobie zapleść DWA 🙂

<<>>

Impreza Halloweenowa to będzie klęska towarzyskiego urodzaju. Niczym linie lotnicze rozdaliśmy zaproszeń [biletów] więcej, licząc, że COŚ komuś na pewno wypadnie, a tu dzwonią i masowo potwierdzają…

<<>>

I będzie zmiana trenera pływackiego Łucji. Nie znosiła go. Od środowych poranków była cały dzień chora, że TO jest dzień basenu. Miałam wrażenie, że może przesadza, ale tydzień temu jak szłam za instruktorem to słyszałam jak on na nią krzyczy. Zareagowałam więc w sposób najprostszy i postanowiłam go wymienić. Zapytałam DZIŚ przed wejściem ile karnetowych wjazdów na TEN kurs pływania jej zostało i dowiedziałam się, że DZIŚ jest ostatni. Łucja jak to usłyszała weszła na pływalnię triumfując. Coś w stylu pracownika, który wygrał w Lotka i wie, że NIC mu nie można zrobić 😀

Następnie pogadałam z trenerem Lilki czy weźmie je OBIE. Naraz. Zgodził się i powiedział, że różnica w poziomie nie stanowi problemu. Że ma już rodzeństwa w wieku 6 i 10. I dają radę. A wtedy trener Łucji mega focha strzelił.

W nowym składzie zaczynają za dwa tygodnie! :)

Ecco LA!

Nie mogliśmy się dogadać co do wzoru. Potrzebny mi był Diabli jako współwykonawca, a by on się zgodził, musiał fototapetę zaakceptować. Przesyłałam mu widoczki do akceptacji ponad miesiąc. Najpierw wymyśliłam wodny świat – nie, autostrady, auta – nie, potem wpadłam na pomysł piratów, ale wybrane przeze mnie wzory odpadły jako „zbyt mroczne dla małego chłopca”. Ja otrzymałam propozycję z mapą, ale odrzuciłam, bo motyw mapy uważam za poważny. Dinozaury odpadły jakoś po drodze i do głowy przyszedł mi kosmos. Znalazłam fototapetę, gdzie kosmonauta skacze po księżycu, z tyłu widać komety i planety z pierścieniem, ale UZNANO ją za mało realistyczną. Dostałam w zamian wzór który mi się spodobał i taki też zamówiłam. Sześć podpisanych rysunków o kosmosie. Jest fragment układu słonecznego, satelita, odliczanie startu rakiety i łazik księżycowy. Efekt końcowy uważam za świetny, Mieszkowi zresztą też się bardzo podoba. Młody dokleił sobie jeszcze naścienne naklejki 🙂 Roboty i planety.

Tapeta jest fajna, gruba, trochę taka winylowa. Jak już ogarnęłam stan poremontowy zabrałam się za ustawianie mebli i przy okazji porządek w zabawkach.

Wyżej przed postawieniem toru do samochodzików, niżej Z NIM. Jak widać to spory klamot, ale cały czas użytkowany, za to jak wyleci… będzie super miejsce na biurko!

Wersja z dywanem:

Jeden robot doszedł przy drzwiach. Btw. kolejna tapeta (pewnie za 2 lata?) mogła by być nie w samochodziki, a w roboty właśnie.

I wkleję Wam jeszcze kącik z regałem. Pod łóżkiem jest taki płaski pojemnik z książkami, a na ścianie, której nie widać jest szafa… Ale w niej porządek zrobię dopiero jutro (jakiegoś mola przyłapałam przy tym przerzucaniu rzeczy, więc trzeba 😦

Cudowna sprawa takie przesunięcie czasu

Nigdzie się nie spóźniliśmy 🙂 Ani do szkoły, ani do przedszkola, ani nawet na balet. A napięcie zajęć dodatkowych jeszcze urosło, bo Łucja zażyczyła sobie, że chce do jednej szkoły tańca chodzić. Zajęcia są co prawda w szkole, ale czas się skrócił. Jeszcze bardziej.

Pierwsze zajęcia już za nią i podoba się jej. Uczyła się tańczyć Flamenco :)) To chyba trochę przeze mnie to zainteresowanie tańcem 🙂

<>><<>

I serial jeden mnie wciągnął. Nareszcie! Ani kolejny sezon Dowton Abbey (1 odcinek dałam radę), ani Peaky Blinders (s02e01 jest fatalny), ani inne mi nie podchodziły. Zaczynałam i w połowie pilota wyłączałam. A górę prania trzeba przy czymś w końcu prasować 🙂 Orange is the New Black jest za to super. Przynajmniej na razie 🙂

Frekwencja?

Ha! Nie będzie nic o wyborach 😉 Zagłosowałam i tyle Wam powiem! Rozpoczęty został natomiast projekt rewolucji naściennej w pokoju Mieszka. Mowa o fototapecie. Dawno, dawno temu (zgodnie z wpisem z wcześniejszego bloga), dokładnie 14 lutego 2010 roku, dziewczyny miały ozdobiony pokój fototapetą. Mieszka nie było wtedy na świecie, a jego późniejszy pokój nazywano bawialnią. Wybrana została tapeta w zwierzątka. Nie afrykańskie, nie podwodne, a takie spotykane u nas.

Archiwum:

Mieszko urodził się rok później, a w 2012 pokój zaadaptowano na chłopięcy. I właściwie prawie od tego momentu chodziła mi po głowie zmiana fototapety. Wpisywałam to w plany noworoczne na 2014 i na 2015. I w końcu się udało! Tzn. na chwilę obecną jeszcze nie, ale jutro pewnie będzie już po wszystkim. Stara fototapeta została zerwana, potrzebny był grunt i szpachla (tak, w DOMU jest bajzel), a kolor różowy na dwóch ścianach (tych bez tapet w samochodziki) jest przemalowywany na biało… Jak wyschnie przykleimy fototapetę. Z czym i jaką dowiecie się jutro 🙂 Razem z wynikami wyborów 😉

Trzy widoczki z soboty

I

  • Mamo, a dziś na eksperymentach wywoływaliśmy gina z butelki! I zrobiliśmy wulkan, z którego wypływała piana!

-Mieszko

II

Liści co niemiara. Ostatnie koszenie.

  • Możesz szybciej machać tym kablem?

-Clarens

III

Chrzestny Mieszka wziął dziś ślub. Dzieciaki zrobiły mu kartkę. Ładną! 🙂

dom zamiodowany

Pierwsze tegoroczne słoiki miodu przywiozłam z Festiwalu Smaku w Lublinie. Wsiadaliśmy już do auta i po przekątnej dziadek sprzedawał miody. Dużo ich nie miał, miał też kilka jajek i coś tam jeszcze. Podeszłam i mówię:

  • Ja bym ten gryczany wzięła.
  • To dobre miody. Z Roztocza.
  • To świetnie. Ile płacę?
  • Ale dlaczego pani chce wziąć gryczany?
  • Bo lubię ciemne miody.
  • Proszę wziąć ten lipowy. To najlepszy z moich miodów.
  • Niech więc będzie lipowy.

Postawiłam go w aucie obok miodów litewskich. A dwa tygodnie później dziadki jechały do swojego pszczelarza, też gdzieś tam w lubelskie, po miody. Lutce lekarz kazał jeść codziennie łyżkę miodu gryczanego. Chyba na kości. I nabrali tam słoi, w tym dwa dla mnie. Spadziowy (pycha) i malinowy (zapach wspaniały!). Nic tylko się zasładzać na jesieni 🙂

<><>

W przedszkolu Mieszka dzieci miały wyprawę na leśny cmentarz. Tak samo jak rok temu. Przegoniły ich najpierw panie jakimś powstańczym szlakiem, a na koniec zapalili przyniesione przez przedszkolaków znicze. Bardzo mi się to podoba i cieszę się, że wychowawczynie mają zapał do organizacji takich wycieczek. Ja wiem, że szkoła to większy moloch i zorganizowanie tylu autokarów to większe wyzwaniem, no ale co by o tym nie mówić, to kolejny argument za tym, że do zerówki (za rok) młody powinien chodzić do przedszkola. Do rodziców było tylko ogłoszenie, żeby „ubrać dzieci w ten dzień W KALOSZE!” 🙂

przed niedzielą

Wychodziłam z siłowni. Tam są takie bramki trójkątne. Dotykasz breloczkiem przy kluczyku, zapala się zielone, i możesz pchnąć patyk by się przekręcił i puścił dalej. Idę do tej bramki i z tyłu, po prawej,  słyszę kawałek rozmowy:

  • Tobie to dobrze, bo do Indii jedziesz.
  • Chcesz jechać?
  • Do Indii? Nie…

Dotarłam do bramki, dotykam bipera machinalnie, lecz nie wytrzymałam i się obróciłam:

  • Do Indii to ja bym pojechała.

Gość spojrzał na mnie i mówi:

  • Super. Ale ja do pracy jadę.
  • Eee, do pracy to mi się nie chce 🙂

I wyszłam. Ale powiem Wam, że bym pojechała 🙂 I to właśnie do pracy :))

<><>

W weekend wybory. Jako osoba polityką niezainteresowana, pewnie bym do dnia wyborów nawet o tym nie wiedziała, ale Lutka mi przypomniała. Aale nie wiedziałam na kogo głosować. Przejrzałam listy kandydatów i jednego kojarzyłam…

Latarnika wyborczego nie róbcie bo to słaby test. Ja na wszystkie pytania odpowiedziałam: Nie mam zdania. Ale TEN test jest dobry. Wiedząc do kogo mi najbliżej, przejrzałam raz jeszcze kandydatów, zgooglałam ich sobie i mam moje typy! 🙂

Future is now!

Trąbią dziś o tym wszyscy, więc będzie i u mnie. Wiecie jaka dziś data? 21.10.2015! To w tę chwilę, dokładnie na godzinę 16-stą przeniósł się wehikuł czasu w II części „Powrotu do przeszłości” 🙂 No cóż, nie wyglądamy tak jak nam zaplanowano (pamiętam jak sama się zastanawiałam CZY TAK BĘDZIE?). Ten txt polecam bo nieźle wałkuje dzisiejszą datę 🙂

<><>

A u nas kocioł przygotowań do Halloween. W przedszkolu awantura bo chce przyjść więcej dzieci niż zaproszono, ale po prostu NIE damy rady! 🙂 Favour bags. Kombinując co do nich zapakować trafiłam na super pomysły z ozdabianiem lizaków Halloweenowo.

Ależ mi się to spodobało! 🙂 Kupiłam więc kilka paczek lizaków i zasiadłam z pannami do zdobienia! Primo- papier. Najlepszy okazał się papier witrażowy (miałam kiedyś szalony pomysł, że będziemy robić witraże????? i tak leżał od ponad roku). Jest mocny, błyszczący i dobrze się układa. Ale nie marszczona bibuła też się sprawdziła, bo użyliśmy jej u duchów. Wampiry mają peleryny i z filcu (lepszy) i z pianki (bo filc się skończył). Buźki u duchów i dyń malowały dziewczyny. Przydał się też złoty celofan (mieliśmy tylko taki w plastry miodu).

A tak wyglądają zapakowane prezenty 🙂