- Mamo, a Ty kiedyś zdobyłaś złoty medal?
- Yyy. Mieszeczku… [to pytanie z cyklu, czy byłaś kiedyś w Spa, na które głupio jest odpowiedzieć przecząco]… Nie pamiętam. Może i zdobyłam… Ale jak biegłam w czerwcu w biegu dla kobiet to zdobyłam medal za uczestnictwo!
- Jak też chciałbym zdobyć medal. Ale złoty tak jak Łucja, a nie srebrny tak jak Ty.
🙂
Przy małych dzieciach człowiek ciągle się garbi. Schylasz się by je podnieść i wziąć na ręce; chodzisz w półzgięciu by je łapać gdy chodzą chwiejnie i co chwila upadają; i tulisz też przechylony do dołu, bo by uścisk był pełny – trzeba te plecy wykrzywić w łódeczkę…
Zresztą garbiłam się jeszcze zanim się pojawiły na świecie… I walczyłam z tym latami. Kupowałam sobie brzęczącego pajączka, wymyślałam różne teorie, ale najprostsza okazała się po prostu aktywność fizyczna. Pominę salsę, bo instruktorki są aż nienaturalnie proste. Nic nie powiem o lustrach choć gdy ćwiczysz to widzisz się na okrągło…
ZWYCZAJNE regularne ćwiczenia po prostu Cię prostują. Chodzę w środy na TBC. Żeby było ciekawiej zajęcia prowadzi Rosjanka Tamara. Kiedyś Wam o niej opowiem więcej (będzie to niezła historia), ale jeśli chodzi o fitness JEJ konikiem są mięśnie pod wewnętrzną stroną ramienia („Dziewczyny, po tych nietoperzach widać wiek! Trójgłowy ramienia to najbardziej zaniedbany mięsień!”) oraz mięśnie wokół kręgosłupa („Jak jutro będą boleć plecy tak jakby zaczynała się grypa, to znaczy, że prawidłowo wykonałyście ćwiczenia!”).
Dziś tradycyjnie jestem całościowo zbolała (z naciskiem na „nie mogę zgiąć rąk przy kierownicy”), lecz mignęła mi w lustrze moja POSTAĆ. W sklepie. Aż jej poznałam… Postać była WYPROSTOWANA 😀
