Rozpoczęły! :)

Dzień rozpoczęłam wcześnie 🙂 Biegunką, która dopada mnie od jakichś 30-stu lat pierwszego września ;)) No dobra, nie do końca się SAMA obudziłam. Clarens, który pojawia się i znika oraz znowu pojawia w okolicy 4-rano, budzi mnie naprawdę skutecznie.  Lecz skoro już wstałam to pofarbowałam sobie włosy 🙂

A przed ósmą wystartowaliśmy. Mieszko wraz z wyprawką do przedszkola, a potem biegiem z pannami na galę. A potem do sklepu kupić kapcie Mieszkowi (bo rano zgłosił, że ubiegłoroczne cisną) i prowiant do śniadaniówek na resztę tygodnia. Panny są nieprzytomne z wrażeń ze spotkania z klasą 🙂

 

A wieczorem wysłuchałam o pysznych obiadach jakie podają w przedszkolu. I obejrzałam pozycje Spinjitsu w wykonaniu mojego spieczonego blondynka 😉

  • A jak tam Tobie minął pierwszy dzień po wakacjach w przedszkolu?
  • Dobrze. Zupa pomidorowa. Najpierw zjadłem łyżkę, ale była pysz-na! Chcesz wiedzieć co było na drugie?

Po nos jestem zasypana formularzami o świetlicę, aktualizacją danych i zgodach na pobranie linii papilarnych od dziewczyn (macie pojęcie, że to do szkolnej stołówki?)... Kompletuję wyprawki,  stroje na w-f i korektywę. Równolegle niezły pokaz odwalają czworonogi. Kot nauczył się cyrkowej niemalże sztuczki i przełazi psu między nogami. Slalomem ;)) Wczoraj w tiwi oglądałam program o rewolucji w jakimś salonie fryzjerskim. Coś w stylu kuchenne rewolucje, tylko w salonie. I jedna z fryzjerek użyła zwrotu: erekcja stresu. 🙂 No więc to jest coś co przechodzi teraz pies. I ja. I wszyscy rodzice 1-szego września. Bo ten nerw 1-szego września to nie przed CAŁYM rokiem szkolnym, a przed tym momentem zanim to wszystko się poukłada.

Więc macie tak odstresowująco obrazek, drodzy rodzice 🙂