Akcja jesień

Raz po raz muszę nazbierać kasztanów, jarzębiny i żołędzi. Wczoraj w przedszkolu zawisło ogłoszenie, że na DZIŚ: zdobycze z dębu i kasztanowca, więc RANO przed przedszkolem odwiedziliśmy z Mieszkiem nasze tajne drzewiaste zakątki. Poszło szybko, na śniadanie spóźniliśmy się minimalnie, a co pogadaliśmy po drodze to nasze 😉

  • Mamo, ja bym chciał pojechać do Legolandu.
  • Świetny pomysł. Najlepszy jest w Dubaju, co Ty na to?
  • A to daleko?
  • Samolotem nie. Przy okazji odwiedzimy tor Ferrari, to się  przejedziesz formułą jeden. Może być?
  • Tak. A kiedy?
  • Jak zaczniecie jeść, żebym nie musiała się martwić, że nic nie jecie.

[Spox, niejadki są niezmiennie takie jak były, mogę obiecać WSZYSTKO ;)]

  • Dobrze. Ja zaczekam. A potem polecimy do Australii?
  • To w sumie po drodze. Czemu nie?
  • Bo już kiedyś mi obiecałaś, że polecimy. Pamiętasz?
  • Pewno.

Akurat TEGO specjalnie nie pamiętam, ale jak obiecywać to B/O, nie?  😀

<><>

W tej posusze serialowej odkryłam Narcos. Pierwszy odcinek bardzo in plus! Plato o plomo? 🙂 Wybierasz złoto czy ołów?

I gnam na salsę!

Pojechałam z Łuczą na zaległy bilans, a tam się okazało, że mamy zaległe szczepienie… Zrobione, skierowania co to je mieliśmy zdobyć MAMY wraz ze wskazaniem do szkolnej korektywy (poniedziałki).

Świetlica wywiesiła grafik zajęć dodatkowych. Ku wielkiej rozpaczy Łucji zabrakło miejsce na eksperymenty prowadzane przez jej wychowawczynię (lecz miejsc jest zawsze za mało, więc kto pierwszy ten lepszy), ale obie panny będą we wtorek po lekcjach mieć zajęcia z plastyki.

<><>

Jadę z Mieszkiem. Reklama w radiu… Muzyka… Enrique. Młodzian pyta:

  • Mamo, a co to są odsetki?
  • To kwota naliczana od sumy… Albo inaczej…Jak myślisz co są odsetki?
  • Coś co można przytulać.

Czemu, nie 😉

Go, go, go

Pojechałam rano do UG, by podejść do GOPS-u, bo musiałam podbić karty rodzina 3+, dzięki czemu mam zniżki w GOS-ie na basen 😉 Jasne? A wieczorem z kidsami podskoczyłam się przepłynąć.

Razem z nami była sąsiadka z córką. Dziewczynka jest mocno (wg mnie za mocno) zainteresowana sprawami dorosłych i w przebieralni zaczęła słowotok o włosach na ludzkim ciele.

  • Ale dlaczego dorośli mają włosy tutaj?

Wzięłam oddech by rozpocząć wywód, bo jej mama na chwilę zniknęła, lecz przerwała mi Liliana:

  • Bo wszyscy pochodzimy od małp 🙂

<><>

A tak krążąc po tych okolicach przyszło mi dziś do głowy, że lubię widoku, gdzie niebo stanowi 80% krajobrazu.

wrzesień dekoltami stoi

Tak sobie myślę, że główna różnica pomiędzy wiosną a latem to obawa przed pogodą. Na jesieni chodzimy w klapeczkach, tak długo aż nam prawie stopy zaczynają zamarzać. Do tego, t-shirty, dekolty (skoro opalone, to po co to chować?) i kusawe spodnie 3/4 (i 7/8 😉 . Btw. strój na cebulkę to zmora wszystkich rodziców, bo idziesz, idziesz i niesiesz te wszystkie porzucone części odzieży.

A na wiosnę to człowiek jakoś tak się… boi. „Nie będę się tak rozbierać, bo mnie przewieje”, „Głupio takie letnie buty zakładać, bo jeszcze niektórzy w kozakach chodzą”. Itd. Nasze jesienie to zresztą kpiny, a nie przednówek zimy 😉 Znajoma z Kanady przysłała zdjęcie w uszance z napisem: It’s cold in Winnipeg :DDD

 

Więc w koszulce z dużym dekoltem ryję sobie dziś w ogródku. Przycięłam górę gałęzi, podjęłam próbę kształtowania jednego iglaka (i porzuciłam ją) oraz wycinałam wyschnięte liście w jukach. To ostatnie szło mi najgorzej, bo kot umyślił sobie, że będzie atakował moje dłonie… 🙂 Cebulek kwiatowych w tym roku nie wkopuję, bo nie mam gdzie. Zawaliłam tulipanami każdy wolny skrawek. Mam TYLKO 3 cebulki hiacyntów do wsadzenia, ale to jak przekwitnie mi wrzos.

<>

A kidsy znów na koniach z tatinem. Nie boją się, więc może- może na wiosnę można będzie je zapisać?

Zbudowałem LAWĘ. Żółtą.

– Mieszko

Dziś Mieszko rozpoczął zajęcia z eksperymentów. Tych samych, na które chodziły dwa lata temu dziewczyny (tu , tu i np tu). Trochę się bałam, że jest za mały, bo panny w grupie miały 10-cio i 12-latków, ale Mieszko jest w grupie chłopców 4, 5 i 6 letnich. Ekipa jest więc wyrównana. Tematem dzisiejszego spotkania była odpowiedź na pytanie: CZY CHEMIA jest wokół nas? Jak wiecie JEST, więc zabawa była przednia. W którymś momencie z sali wyszedł chłopiec, za nim wyjrzała prowadząca i krzyknęła do koleżanki: Kaśka, idź pomóż umyć mu ręce! Co wywołało lawinę wesołości u rodziców, że zaraz wyjdą pozostali z osmalonymi brwiami i uśmiechem: BYŁO SUPER! 🙂

Zajęcia będą co dwa, trzy tygodnie, po półtorej godziny. W tym czasie będę podskakiwać z dziewczynami na okoliczny basen. 

<><>

Deszcz pada, grzyby rosną podobno na potęgę 🙂

„Tie your napkin round your neck, cherie. And we will provide the rest!”

Tydzień temu obejrzeliśmy w telewizji film Następcy. Produkcja Disneya z premierą w tiwi. Zapowiadana od dwóch miesięcy. Przerywano bajki i seriale by tylko puścić zapowiedź. Ostatni tydzień w dole ekranu szło odliczanie do momentu emisji. W dniu ZERO siedzieliśmy przed ekranem, bo żadna inna atrakcja nie była godna by rywalizować. Bum!

Film fajny. Dużo śpiewania, świetne stroje, aktorzy znani dzieciakom z seriali i przyzwoita fabuła. Ale to był dopiero początek. Dziewczynki w szkole u Łucji mają już jakieś gazetki z filmu, a jak pojechałyśmy do księgarni to naszym oczom ukazał się ogromny regał poświęcony filmowi. Są już cztery książki typu księga zaklęć, pamiętnik, notatnik i kolorowanka (z grafiką jak kolorowanki dla dorosłych). Pojawiły się dwie książki z fabułą – takie do czytania. Do kupienia płyty z filmu, jest strona www, gry, a gadżety stale dochodzą. Genialne! Okazało się, że stroje postaci w filmie były naszpikowane detalami. Herbem, znaczkiem, itp i można to TEŻ wałkować.

Naprawdę się cieszę, że takie coś się pojawiło. Miałam problem co Łucji kupować (co na urodziny, co od Zębuszki, a co na święta, bo to będzie masakra), a tu nagle lista potrzeb jest znowu kilometrowa!

Wkleję Wam dwa filmiki. Trailer filmu i jedną z piosenek. Jeśli chodzi o piosenkę to powitanie przybyszy z wyspy potępionych, a główny wokal to książę: syn Pięknej i Bestii.

<><>

Mieszko rozmawia z Diablim i opowiada mu:

  • Mam teraz nową dziewczynę w przedszkolu. Julkę.
  • Fajna jest tak Julka?
  • Tak. To będzie moja żona.
  • A jakie ma włosy?
  • Żółte.
  • Proste czy kręcone?
  • Ma kucyka. A wiesz tato, Ola z Wiktorią cały czas się kłócą.
  • O co?

Wtrącam się:

  • Pewnie o niego, bo one były wcześniej żonami.

Mieszko:

  • No o mnie!

Mówię:

  • Takie typowe, nie? Niech one się pozabijają, a ja będę z tą co wygra.

Diabli:

  • MÓJ synek.

;0

FIT

  • Mamo, a Ty kiedyś zdobyłaś złoty medal?
  • Yyy. Mieszeczku… [to pytanie z cyklu, czy byłaś kiedyś w Spa, na które głupio jest odpowiedzieć przecząco]… Nie pamiętam. Może i zdobyłam… Ale jak biegłam w czerwcu w biegu dla kobiet to zdobyłam medal za uczestnictwo!
  • Jak też chciałbym zdobyć medal. Ale złoty tak jak Łucja, a nie srebrny tak jak Ty.

🙂

 

Przy małych dzieciach człowiek ciągle się garbi. Schylasz się by je podnieść i wziąć na ręce; chodzisz w półzgięciu by je łapać gdy chodzą chwiejnie i co chwila upadają; i tulisz też przechylony do dołu, bo by uścisk był pełny – trzeba te plecy wykrzywić w łódeczkę…

Zresztą garbiłam się jeszcze zanim się pojawiły na świecie… I walczyłam z tym latami. Kupowałam sobie brzęczącego pajączka, wymyślałam różne teorie, ale najprostsza okazała się po prostu aktywność fizyczna. Pominę salsę, bo instruktorki są aż nienaturalnie proste. Nic nie powiem o lustrach choć gdy ćwiczysz to widzisz się na okrągło… 

ZWYCZAJNE regularne ćwiczenia po prostu Cię prostują. Chodzę w środy na TBC.  Żeby było ciekawiej zajęcia prowadzi Rosjanka Tamara. Kiedyś Wam o niej opowiem więcej (będzie to niezła historia), ale jeśli chodzi o fitness JEJ konikiem są mięśnie pod wewnętrzną stroną ramienia („Dziewczyny, po tych nietoperzach widać wiek! Trójgłowy ramienia to najbardziej zaniedbany mięsień!”) oraz mięśnie wokół kręgosłupa („Jak jutro będą boleć plecy tak jakby zaczynała się grypa, to znaczy, że prawidłowo wykonałyście ćwiczenia!”).

Dziś tradycyjnie jestem całościowo zbolała (z naciskiem na „nie mogę zgiąć rąk przy kierownicy”), lecz mignęła mi w lustrze moja POSTAĆ. W sklepie. Aż jej poznałam… Postać była WYPROSTOWANA 😀

grafik cd 15

  • Łucja, w tym roku będziesz chodzić na basen TYLKO raz w tygodniu. Więc musisz pracować 2xintensywniej.
  • Mhmm..
  • Niepotrzebnie to mówię i zabrzmiałam jak moja matka?
  • Niepotrzebnie to mówisz i zabrzmiałaś jak swoja matka.

Takie dorosłe już mamy pogawędki 😉

Wystartowaliśmy z basenem. Łucja ma kontynuację w tej samej grupie co rok temu, chociaż z innym trenerem. Dość wymagającym i dziś po zajęciach wyszła nieszczęśliwa. Pływają już na dużym basenie i dziś panna przepłynęła trzy długości. W tym samym czasie Lilka ma zajęcia indywidualne. Jej trener ma na imię Radek i jest uroczy 🙂 Idea jest taka, że pracując intensywnie z Lilką doprowadzi ją do poziomu grupy już istniejącej i w drugim semestrze przypnie się pannę do innych dzieci. Podoba mi się, że udało się obie dziewczyny tak zgrać czasowo (nie było łatwo znaleźć instruktora dla Liliany) i że zajęcia kończą się o 19:30. W porównaniu do ubiegłego roku to bardzo dobra zmiana.

Środa więc będzie basenowa. Szkoła jest na pierwszą zmianę, więc lekcje spokojnie odrabiamy przed powrotem Mieszka z przedszkola. A wieczorne wyjście na pływalnie jest takim aktywnym zakończeniem dnia.

Spacer dwóch gatunków

Lubią się. Podglądają i naśladują. Podjadają sobie z misek i podbierają zabawki. No i spacerują razem. W odsłonach PIĘCIU 🙂

 

1. Wyjście… Kot przywdziewa gardę (zjeżony ogon) i ruszamy!

2. Cień – mój. Pies kroczy dostojnie, kot przebiega do najbliższej kępy.

3. Gdzie można się umyć 🙂

4. Potem każdy skacze w swoim kierunku, ale nigdy nie daleko od siebie.

5. Czasem się spotykają i czasem kot się tak roboczo najeży 😉

A potem w tej samej konfiguracji wracamy 🙂

ROZUMIEM, że dzisiaj muszę iść do przedszkola?

– poranny Mieszko 🙂


Rozciągałam o poranku te chłopięce nogi ubierając je w spodenki i skarpetki i mówię do niego:

  • Ale masz wspaniałe nogi! Jak świetnie jesteś ZBUDOWANY!
  • Chyba URODZONY… Nie jestem robotem.

🙂

W kategorii tegorocznych cudów na miejsce pierwsze wybija się porzeczka… Zajrzałam w okolice płotu, za iglaki, gdzie czasem w donicy przysypia kot, a tam z krzaczków zasadzonych trzy lata temu okazuje się wyrosła PORZECZKA. Bez liści, bo nie pryskałam i ślimaki ją objadły, ale kusząc OWOCAMI. Niesamowite!