Łachy piasku na dnie wanny

Wrócili 🙂 Wczoraj późnym, późnym wieczorem. To było moje najdłuższe rozstanie. 10 DNI… Dotychczasowy rekord to tydzień podczas zimowych ferii. Lilka mi brzęczała przez telefon, że zapomniała jak wyglądam i powiem Wam, że jak wpadły, to ja też zapomniałam, że są takie duże. Jaki Mieszko jest duży! 🙂

Łucja przeżyła pierwszą miłość, ale z nim zerwała po 4 dniach zaznaczając, że cały czas jej ZALEŻY, żeby zostali przyjaciółmi 😉 Proszę jaka dyplomatka! 

 

Dziś rano Mieszko powędrował do sąsiada-kumpla, a ja razem z sąsiadką i jej córką oraz moimi pannami pojechałam na zakupy szkolnych wyprawek. Kupiliśmy dużo, ale jak tak patrzę to jeszcze kilka rzeczy nam uciekło. 

Przez te 10 dni zrobiłam wszystko co zaplanowałam, a nawet się trochę ponudziłam, bo zabrałam się za mycie ścian (tak, pamiętam, że malowane były w maju). Wysłałam kilka meili do różnych osób, ale latem rozmawia się głównie z autoresponderami. Piorę, sortuję, ogarniam, bo chcę jeszcze tego lata pojechać z nimi do dziadków. Może temperatury spadną i pójdziemy na grzyby? 

Szkoła opowiadaczy

Wyszło tak, że przez wiele lat mieszkałam w jednym pokoju z moim młodszym bratem. W wieku nastoletnim było trudne, ale były też momenty, kiedy było to fajne. Mieliśmy np. taką zabawę w słowa. Rodzice gasili światło, a my wymyślaliśmy związki między dwoma różnymi i zupełnie wydawało by się ze sobą nie połączonymi słowami.

Np. ja mówiłam: parówka i kominiarz, a Marcin odpowiadał: kominiarz zjadł na śniadanie parówkę, i rzucał mi wyzwanie: ul i koparka. I ja musiałam odpowiedzieć coś w stylu: Koparka wyrównała ziemię pod ule. Albo: W opuszczonej koparce pszczoły zrobiły sobie ul

Trafiłam na wakacjach na story cubes. Poleciła mi je ta moja pozytywna kuzynka, która jest również nauczycielką angielskiego. Zabawka jest używana głównie przez anglistów, ale stwarza tak duże możliwości, że można się nią bawić również w języku polskim. Zestaw podstawowy to 9 kostek, które rzucasz i układasz historię.

Przykład: Na jednym masz parasolkę, na drugim samolot, a na trzecim palmę. Możesz więc opowiedzieć, jak jak w jednym mieście padało, a znudzona rodzina wsiadła do samolotu i poleciała na tropikalną wyspę. Itd, itd. Potem może rzucać kolejna osoba i układać cd…. Nie wiem czy u nas to zagra, ale idea mi się podoba i wydaje mi się, że może z tego wyjść fajna samochodowa gra. Są kostki dodatkowe (extra zestawy) związane z podróżami, prehistorią, baśniami albo czynnościami i jeśli się przyjmie może będziemy je dokupować. Btw. kostki można też zrobić, albo zastąpić dziecięcymi drewnianymi klockami z symbolami-> tutoriali w necie nie brakuje.

Kostki to był tegoroczny prezent zabawkowy dla Łucji na urodziny. Nie dotarł na czas, listonosz dopiero wrócił z ponad dwutygodniowego urlopu 🙂 , ale ponieważ już mam, to zapakowałam i czeka razem ze śliwkami i bukietem z żelków od babci (o tym też panna marzyła!) na dzieciaki.

Jesteśmy tacy sami, tylko różnej płci […] jak przecinki w niewidzialnym zdaniu

– „Wypisz, wymaluj… miłość”, 2013 r, leciał wczoraj w tiwi, bardzo mi się podobał

Dużo w tych psycho-poradnikach które czytam, pisze o przemianie…w kobietę. O tym, że to właściwy cel babsko-dziewczyńskiego rozwoju. Czytaliście „Krystynę-córkę Lavransa„? Tam właśnie jest taki moment, kiedy ona już jakieś dzieci, jakieś lata i staje się taką prawdziwą kobietą. Nie nimfą, nie kimś kim chcemy się opiekować (chociaż to nie zanika), tylko kimś z krwi i kości. Podporą, wiedzą, siłą i kobiecą mocą.

Na tych wakacjach mignęła nam (mi i dziadkom) moja bardzo daleka kuzynka. Zwaliła się na głowę innej mojej równie odległej kuzynce i w jakiś tam sposób uszkodziła tegoroczną część wakacji w rodzinnych stronach Krzycha. To taka osoba, która nigdy nie dorosła oraz jest ogromnym i samolubnym obciążeniem dla wszystkich. Któregoś dnia przyjechał do nas mąż tej mojej drugiej (pozytywnej) kuzynki i zaczął ze mną rozmawiać. I mówi: Jak ona natychmiast nie wyjedzie to nie dam rady. Coś jej zrobię! Ona niszczy całe nasze życie! Przecież ona ma 40 lat. Ale to nie jest kobieta! To, to, to jest… I zabrakło mu słów. Ale wiem co on chciał powiedzieć. To nie jest KOBIETA.

Wkleję Wam link do jednego z lepszych przesłuchań w historii kina. Sytuacja z góry wydawało by się przegrana (ich pięciu, ona jedna), ale to Sharon Stone trzyma ich w szachu. Wiadomo, bez majtek może i łatwiej 😉 ale widać dobrze, że ona kontroluje wszystko. Zawsze 😉

<><>

Kilka nadmorskich fotek 🙂

Skwarki życia

Byłam kiedyś z moim ex, a właściwie ex-ex w kinie na „Skrawkach życia„. To był straszny kinoman i śmiesznie wyszło, bo właściwie do rozpoczęcia filmu sądził,  że SKWarki  życia to komedia, a SKRawki życia to był film o kobietach. Od tamtej pory te przysłowiowe skwarki były dla nas synonimem filmów dla kobiet 🙂 

Rzecz tam była o szyciu patchoworkowych kołder. Nie podjęłabym się czegoś takiego, lecz bardzo mi się to podoba. Ale umyśliłam sobie, że uszyję pledzik do leżenia na trawie. I uszyję go z materiałów  we wzory pin-up girls, bo materiały stworzone przez Henry Alexander podobały mi się od bardzo dawna. W planie a) były poduszki, ale na wiosnę idea zaczęła przesuwać się w stronę czegoś większego 🙂

Projekt oczywiście się modyfikował. Najpierw miały to być dwie warstwy cienkiego materiału wypełnione fizeliną, ale listonosz ma zdaje się dwutygodniowy urlop i zamówiona fizelina cały czas nie dotarła. Zmieniłam to więc to na dwie warstwy, z których jedna jest polarem.

Upały i lenistwo zniechęciły mnie do wypraw do sklepu i nie użyłam nowego polara, a tego co był w domu (błąd! Nowy byłby jednak zdecydowanie lepszy!). Nie miałam też szerokiej taśmy do obramowania, więc użyłam dwóch cienkich, które ze sobą zeszyłam (kolejny błąd, bo to było dużo więcej roboty). Maszyna do szycia nie chciała równo iść po tej plątaninie nitek i materiałów, bo najpierw zeszyłam dwie warstwy, potem taśmę z jednej strony, potem taśmę z drugiej, a na samym końcu zeszywałam te dwie taśmy na samych krawędziach, żeby nie odstawało, i żeby nie wyglądały te wszystkie warstwy tak od góry. —> Sporo robiłam ręcznie.

Ale zrobione. Tak jak już powiedziałam będzie to pledzik do ogródka do leżenia na trawę, który może też być narzutą na łóżko którejś dziewczyn. Widzę wiele niedoróbek, ale zajęło mi to kilka dni i robiło się zupełnie przyjemnie 🙂 Zdjęcia liche bo od komórkowe, ale wyrób będzie się jeszcze pojawiał 🙂 Kolory są bardzo mocne i muszę go chyba wyprasować.

salsiaście

Moją intensywną (dwutygodniową) naukę salsy postanowiłam zakończyć udziałem w imprezie salsowej. To bardzo fajna rzecz (foto up właśnie z rozgrzewki przed imprezą -sukienka zielone listki po prawej widzicie? :). W klubie spotykają się miłośnicy salsy i się tańczy. No i niestety okazało się, że NIC jeszcze nie potrafię 🙂 Poznałam fajne osoby, pewna dziewczyna poleciła mi niezłą aplikację do salsy na komórki i się całkiem nieźle wybawiłam. Jeden z gostków z którym tańczyłam to był Francuz (dziś go zczekowałam, więc wiem, tak mi się wydawało, że to r jest takie znajome 😉 , który postanowił, że będzie  mnie uczył. I „one, two, three, one, two, three” i chociaż był całkiem-całkiem mnie zdenerwował, bo jako pedagog, źle znoszę innych pedagogów 🙂 Niemniej jednak salsa mi się podoba, chciałabym tańczyć lepiej, a same zajęcia to była kolejna lekcja rozwoju kobiecości. Intruktorkami salsy już się zachwycałam  (wg mnie to żeński odpowiednik drwaloseksulanych, czyli najbardziej atrakcyjne z atrakcyjnych), lecz wkleję Wam jeszcze kilka cytatów za zajęć:

  •  Jak robicie rolla [taki wąż do przodu] to biust musi być pod takim kątem, by można było na nim postawić kieliszek szampana.
  • Nie włączę Wam klimatyzacji bo na Kubie i Karaibach jest gorąco. To nie przypadek, że tam się tańczy salsę. Nagrzane ciało pracuje zupełnie inaczej,
  • Ręce zawsze schodzą w dól po ciele. I ósemki biodrami!
  • Wyobraźcie sobie, że z jednej strony jest Brat Pitt, z drugiej Johny Depp. i teraz trzeba ich zwabić obu naraz. 🙂

Dziś ryję w ogródku

Wcięło mi baterie do aparatu, więc fotorela co zrobiłam jakoś później, ale musicie mi wierzyć na słowo, że dziś pracuję na kolanach 🙂

 

Odjeżdżał sąsiad. Płetwa bagażnika jeszcze nie zdjęta z dachu, więc pytam:

  • Już po wakacjach czy jeszcze jakieś będą?
  • Za chwilę kolejne!
  • No, to nieźle.
  • Już tylko rok został!

🙂 Jakie pozytywne myślenie! 🙂

Liście mi już u niektórych drzew żółkną. Pigw cała masa będzie.

Tryptyk z plaży.

  1. WEJŚCIE do wody
  2. SKOK
  3. UCIECZKA

I jeszcze TRÓJKA wspaniałych z wczorajszej wycieczki (szli dość długo plażą, by dojść do innej miejscowości, a potem wrócili). Oczywiście nie sami 🙂

Nie zwykłem wyjadać ludziom przysmaki

– jeden kolega mojego bro tak mawiał 🙂

Źle się gotuje dla samego siebie. Brak tego podziwu i cmokania to mocne demotywatory. Tym niemniej jednak warto się sprężyć, bo to jedyna okazja by nikt nie wyjadał nam przysmaków 😉 Jadałam od kilku dni sałatki (w dzień, a na kolację konkreta) i miałam problem z sałatą. Sklepowe są jednak do bani. Dziś rano więc po spacerze z psem pojechałam na rynek. Ależ to był super pomysł! Jest tyle odmian gruszek i śliwek! Kupiłam sobie też wielki słonecznik i pyszną cebulę. Pomidory są już w cenie kwalifikującej na suszenie, ale przekładam to zdecydowanie na jesień 🙂

<><>

Dziś ostatnie zajęcia z salsy. Zawsze powątpiewałam w skuteczność intensywnych kursów, ale to rzeczywiście działa. Być może to jest takie zapamiętywanie jak na sesję, że jak nie będę przetwarzać, to wszystko wyleci, ale taniec z gwiazdami i opanowanie JEDNEGO układu w tydzień jest zdecydowanie do zrobienia. Wczoraj nie było jednej instruktorki i razem z nami miały dziewczyny, które uczą się od trzech miesięcy i były SŁABSZE. To tłuczenie w kółko, to te że te kroki nam się w nocy śnią jest niebywale skuteczne.

Chciałam Wam wkleić jeden super kawałek, który tańczymy, ale nie jestem w stanie go znaleźć, więc fota z dzisiejszej wycieczki.

Urodziny na plaży

Dziś z samego rana odbyła się druga (co ja mówię druga…., przecież były już cukierki w szkole, czyli trzecia!) tura urodzin Łucji 🙂

Został zbudowany zamek z piasku – DUŻY i obłożono go cukierkami i lizakami. A na szczycie zamontowano cyfrę 9! 🙂 Szczegółów nie znam, ale na pewno było też sto lat, jak widzicie są goście, wiem też, że były prezenty 😉

<><>

Rozmawiam wieczorem przez telefon z dzieciakami. Najpierw jest Łucja, która relacjonuje mi dzień i opowiada o swoim nowym chłopaku, który JUŻ dał jej prezent urodzinowy, składający się z bransoletki, książeczki, czekoladkach… Słuchawkę wyrywa jej Mieszko z rozpaczliwym:

  • MAMO!!! Ja tęsknię!
  • Ja też kotku. Ale wiem,że świetnie się bawisz.
  • Tak. Mamooo… A dlaczego świat jest taki piękny?
  • Bo Ty na nim jesteś.
  • Kocham Cię!

(porzucona słuchawka). Podchodzi Lilka, która jak przystało na wszytkie osobniki kościste najbardziej pochłonięta jest jedzeniem. Długo i ze szczegółami zaczyna mi opowiadać co jadła na obiad, co na kolację i co by chętnie zjadła jutro. Przerywam ten słowotok, bo cały czas jestem poruszona pytaniem Mieszka.

  • Żabciu, Mieszko właśnie się mnie zapytał, czemu jest świat jest piękny. Co ty byś mu odpowiedziała?
  • Że gdyby nie był piękny to by był ponury. Pa!! 🙂

Kukurydza wprost spod palmy, wzmaga popęd…

…wiecie jaki 🙂 [podobno jest też na plaży wersja kukurydza w dzień upalny, itd]

Synek mi przez telefon tak zaśpiewał 🙂 Zabawa nad morzem trwa w najlepsze. Sierpień stulecia, więc niech wypoczywają!

Jak widać wyżej Lilka otworzyła pierwszą stronę drugiej Hildy 🙂

A Łucja trzyma na zdjęciach nogę jak Victoria Beckham 🙂

Plaża w jedną stronę…

Ten namiot/ochraniacz od wiatru kupiłam jak Lilka miała pół roku. I przez te 7 lat nie był ani razu użyty. Fajnie, że nareszcie się przydaje. I look w drugą stronę plaży…

<><>

Czytałam ostatnią fajną rzecz, o tym ile może pomieścić ludzki umysł. Siedem kulek. Siedem zaprzątających nas naraz myśli. Te, które mamy na stale w głowie. Gdy pojawia się ósma na ogół ją ignorujemy, bo wiem,y że jak zaczniemy o niej myśleć, to wypadnie nam ważnego. Stosujemy wtedy zasadę: Muszę o tym później pomyśleć.

Czasem spotyka się ludzi, którzy robią wrażenie nieprzytomnych. Coś do nich mówisz,a oni nie słuchają, a co gorsza zdarza się im po kwadransie wracać do tego co powiedziałeś (wtedy). I są to osoby, które nie potrafią kulek wyrzucać. Trzymają je z całej siły i wszystko się sypie. Bo kulek nie wolno trzymać za długo, bo nas to męczy. Rozwiązujesz, realizujesz i wywalasz. Znacie to: każda decyzja jest lepsza niż brak decyzji

 

Dziś w nocy Deszcz Perseidów, więc głowy do góry! Ja mam leżaczek, ugotuję sobie po salsie kukurydzę (w dzień upalny 😉 i rozłożę się w ogródku. Wszyscy mamy marzenia, czasem tak wielkie, że boimy się o nich nawet myśleć. Dzisiejsza noc to dobra pora by patrzeć na spadające gwiazdy! 😀

Mrożona

Tego lata dziadek wprowadził dzieciakom mrożoną neste. I okej, dziadki są od takich właśnie nieprzemyślanych szaleństw 😉 lecz towarzystwo mrożoną herbatę pokochało. Ale ponieważ walka z chemią to misja każdej matki eksperymentuję z domowymi mrożonymi herbatami.

Z całą pewnością najlepsza baza to aromatyzowane herbaciane piramidki. Dorzucam też trawę cytrynową, której i świeżej i suszonej mam sporo, oraz plastry nektarynek. Cienkie plastry cytryny lecą na koniec, żeby nie zrobiło się gorzkie. Wtedy też minimalnie dosładzam i dorzucam lód. Teraz przegryza mi się wersja z plastrami jabłek i sokiem z limonki 😉 Eksperymenty będą kontynuowane…

<><>

Dostałam wczoraj piękne zdjęcia z nad morza 🙂 Dzieci morze kochają. Łachy piasku i fale wywołały euforię. Lilka skakała po wykopanych dołach, Łucja uciekała przed falami, a Mieszko postanowił przekopać łopatą całe wybrzeże. Łucja podobno ZJADŁA rybę. Lilka też. Niesamowite! Łucja powiedziała, że nie czuła smaku, bo zagryzała frytkami. A Lila nie jadła frytek odkąd w przedszkolu w paluszkach rybnych była OŚĆ :)) Mieszko namówić się nie dał, ale może dziś się uda?