Za kilka dni Łucza kończy dziewięć lat, rozpoczynamy więc świętowanie. Morelowe, bo? Bo to będzie główny kolor tego lata! Panna dostała zresztą w prezencie sporo ubranek i większość ma kolor właśnie morelowy. Ja też jak wparowałam przejrzeć co tam się ostało po wyprzedażach to dokładnie w takim kolorze rzeczy dla niej wybrałam. Dobrze jej w nim, więc to udany zbieg okoliczności.
Było gorąco i mówcie co chcecie, ale takie temperatury w połowie sierpnia to anomalia. Impreza więc odbyła się w domu. Późno, bo po 16-stej, ale upał i tak był nie do zniesienia.
Do jedzenia był chłodnik, kaczka, no i oczywiście tort. Bezowy. Panna wymyśliła jak go ozdobić, by wiadomo było, że to JEJ tort. Na długich patyczkach do szaszłyków umocowała sznurek i poprzyklejała do niego papierowe „chorągiewki”. Dostała nowy tornister do szkoły (to coś o czym marzyła), książeczki, piórnik pasujący do plecaka, perfumy (od babci na zakupach kilka dni temu) i wielkie pudło loom bandsów (sądziłam, że to już je nie ciekawi, ale jak się rozsiadły to je wciągnęło). Były dziadki i był wujek M z ciocią Gagą. Świeczki najpierw zdmuchnęła Lilka, a potem dała już szansę jubilatce 🙂


Chwilę po zdmuchnięciu 😉

I szał na „Sto lat!”

Trudno było zagonić dzieciaki do ubrania się, więc zdjęć z pobytu u dziadków oficjalnych nie mam 🙂

Lecz główną atrakcją dzisiejszego popołudnia była zmiana świateł na ulicy 🙂

Sto lat Łuczyna! 🙂
(będzie cd zabawy 😉
