Clarens II

A ponieważ trójka dzieci i uparty pies to mało, postanowiłam (zgodnie z zapowiedziami) przywieźć sobie z wakacji KOTKA. Tego, którego latem sobie wybrałam…

Duże miałam dylematy etyczne, czy mogę kota, którego sufitem były gwiazdy zabierać gdzieś z dala od takiej wolności. Ale on jest tak strasznie uroczy, że zdecydowałam się go wziąć. Rano przyniósł mi tłustą mysz i wielkiego kreta, a potem ja niecnie zapakowałam go do kontenera. Nadano mu robocze imię Clarens II, na cześć Clarensa I,  którego miałam 20 lat temu i wyglądał identycznie.

Czterogodzinna podróż minęła w sumie dobrze, od momentu, kiedy odkryłam, że lepiej podróżuje się mu na moich kolanach. W domu schował się pod łóżko, wyjrzał na chwilę coś zjeść, ale prawdziwy szoł zaczął się jak dzieciaki poszły spać. ON MUSIAŁ wyjść na dwór. Zaczął skakać do szyb i odbijać się od nich W TAKI SPOSÓB, że bałam się, że coś sobie zrobi. Otworzyłam więc drzwi na taras i rzekłam: Mam nadzieję, że wiesz co robisz... Obszedł ogródek i wrócił. Ale nie chciał wchodzić. Obszedł jeszcze raz i zniknął. A potem lunął deszcz. Trzy godziny później stałam i patrzyłam w ciemność, że oto miałAM kota… A potem Sziwa poszła w mrok i przyprowadziła SUCHEGO kota. Weszli do domu i kot strzelił plaskacza z łapki po nosie psa, żeby sobie niewiadomo co nie myślał 🙂

I tak całą noc wychodził i wracał, a ok 4-tej wcięło go na dobre. Obeszłam już okoliczne ogródki, sąsiad zoolog, którego CLARENS WCZORAJ odwiedził, powiedział, że kot jest tak zabawowy, że istnieje ryzyko, że ktoś go weźmie. I że źle mu się nie stanie. Jest to jakieś pocieszenie, niemniej jednak zaraz zabieram się za drukowanie plakatów WANTED… Dziaciaki zabrał Diabli na dwudniowe wesele, czas i warunki więc mam. Przejrzałam tylko strony agencji do poszukiwań kotów (mieliście pojęcie, że takie coś istnieje?) i pisze, że by znaleźć kota TRZEBA myśleć jak KOT 🙂 Teren jest podzielony na rewiry i kot nie odchodzi daleko. A na obcym terenie chowa się i obserwuje. Dlatego też nie reaguje na kicianie, bo nie chce się ujawnić. CZYLI trzeba go znaleźć samemu.