Zmarł mój były szef. W jakichś koszmarnie upiornych okolicznościach. Gość był niesamowity. Nieprzyzwoicie inteligentny, dominujący, władczy i błyskotliwy. Nawet Diabli mawiał o nim, że jeśli o kimś pisze Bloomberg, to znaczy że był gigantem. Bardzo intensywne życie prowadził. Był energetyczny, pozytywny i nienasycony. Zasypywał znajomych zdjęciami jak zdobył Kamczatkę, odkrywa ziemie za kołem polarnym, albo fotorelacjami z kolejnej „rybałki”. Dzwonił czasem. Lutka zawsze o nim mówiła: Taki wielbiciel to na wagę złota. Bo raz po raz wyznawał niczym w 4 weselach, że gdyby mi coś nie wyszło, to on od 15 lat czeka 🙂 I że miałam mu urodzić czterech synów 🙂 Ale Jurik to był bardziej jajcarz niż typ romantyczny. Bo w każdej strefie życia działo się u niego bardzo dużo. Tak mi strasznie żal, że go już nie ma. Czuję to tak, że zniknął ze świata ważny i dobry człowiek. Na zawsze.


Wkleję sobie coś od niego, TU mi nie zginie, a z komórkami ciągle się coś dzieje.
- Привет Милая) как твои дела? Рад видеть)
- Думал встретимся
- Думал сегодня вечером
- Представишь им мне – Это Ваш не состоявшийся папа)
- рад за Тебя, что все ок…
- Но соскучился😈
