Ależ przepiękna akcja z tymi Marins w pociągu we Francji! Wyobraźcie to sobie: jadą sobie takie zwykłe chłopaki na wakacje, w pociągu widzą jak koleś wyciąga Kałacha i zamierza urządzić rzeź. Jeden do drugiego mówi Let’s go, wykorzystują moment gdy gnat (ach, ta radziecka technika) się zacina i rzucają się niego. Ratują dziesiątki ludzi i prezydent Francji wręcza im medale. A ich rodzice w Oregonie (dla mnie to taki koniec świata) płaczą, że mają syna bohatera. Zdecydowanie jedna z najbardziej pozytywnych akcji tego roku! :))
<><>
Złożyłam zamówienie na kolejne podręczniki dla dzieciaków. Cały czas nie mam Religii dla Łucji, ale oprócz tego jest już wszystko. A ponieważ zamawiałam to dorzuciłam też kilka NIE-podręczników. Wyjątkowo NIC do czytania dla Łucji, bo ma sporo (dostała jeszcze na urodziny parę książek) i wyjątkowo NIC do czytania dla mnie (mam zaległą jedną Marininę i jedną Chmielewską). Jest za to kolejna Hilda dla Lilki i książka z samymi obrazkami dla Mieszka (upominał się, że on nic nie dostaje do czytania). Nie wzięłam też nic psychologicznego, bo cały czas męczę Miller… Nie polecam, choć z jedną rzeczą ma rację: większość ludzi przy rozstaniach ma fazę WSZYSTKO ALBO NIC. Czyli nic nie chce i na wszystko się zgadza. Bo jeśli chcieć to TO CO było (ja z pewnością tak miałam).
Kupiłam sobie natomiast kolorowanki 🙂 Miałam na nie ochotę od bardzo dawna. Miałam nawet upatrzone na amazonie, te o których marzę najbardziej. Ale ponieważ zwlekałam z tym tematem to one w międzyczasie ukazały się po polsku i co tu kryć bardzo mi to pasuje. Na liście mam cztery, ale spróbuję najpierw z jedną 🙂 Przeczytałam super artykuł o kolorowankach, lecz ponieważ jeszcze nie ma go online nie mogę Wam go linknąć (ale jak będzie wkleję na tweetera). Kolorowanki są jak joga, albo medytacja. Mają przejrzyste reguły i jasny cel. Poprawiają humor i produktywność. Zobaczymy! 😀

