Wróciła Lilka znad morza z zębem przechylonym. Jeść nie mogła, bolało, więc ząb został obwiązany nitką dentystyczną, której drugi koniec przywiązałam do klamki. Pociągnęłam i polała się krew… 😉 ZĄB leżał na dziąśle, trzymając się kawałka skóry… Wykręciłam skubańca i z dłonią w krwi pokazałam Lilce jej część 🙂 Panna ma największe zęby z całej trójki i widowisko było „barwne” 🙂 Boleć nie bolało, płakać nie płakała.
Szybko tylko wyrwałam się do sklepu, by jakaś odzębuszkowa nagroda była za taki wyczyn (wpadłam kwadrans przed zamknięciem i złapałam pudełko klocków) i mogłam odetchnąć. Zaczynamy górny poziom szczerb u Lilki (ten najbardziej widowiskowy 🙂
Przez nową szczerbę świetnie się pije przez słomkę 🙂

Rano Mieszko się mnie zapytał: Mamo, czy możesz mi wyrwać jakiegoś zęba?
