Łachy piasku na dnie wanny

Wrócili 🙂 Wczoraj późnym, późnym wieczorem. To było moje najdłuższe rozstanie. 10 DNI… Dotychczasowy rekord to tydzień podczas zimowych ferii. Lilka mi brzęczała przez telefon, że zapomniała jak wyglądam i powiem Wam, że jak wpadły, to ja też zapomniałam, że są takie duże. Jaki Mieszko jest duży! 🙂

Łucja przeżyła pierwszą miłość, ale z nim zerwała po 4 dniach zaznaczając, że cały czas jej ZALEŻY, żeby zostali przyjaciółmi 😉 Proszę jaka dyplomatka! 

 

Dziś rano Mieszko powędrował do sąsiada-kumpla, a ja razem z sąsiadką i jej córką oraz moimi pannami pojechałam na zakupy szkolnych wyprawek. Kupiliśmy dużo, ale jak tak patrzę to jeszcze kilka rzeczy nam uciekło. 

Przez te 10 dni zrobiłam wszystko co zaplanowałam, a nawet się trochę ponudziłam, bo zabrałam się za mycie ścian (tak, pamiętam, że malowane były w maju). Wysłałam kilka meili do różnych osób, ale latem rozmawia się głównie z autoresponderami. Piorę, sortuję, ogarniam, bo chcę jeszcze tego lata pojechać z nimi do dziadków. Może temperatury spadną i pójdziemy na grzyby?